Na liściu ćmówki wisi niewielka saszetka. Wygląda niepozornie, trochę jak torebka herbaty, którą ktoś przez pomyłkę zawiesił na roślinie zamiast wrzucić do filiżanki. Nie pachnie, nie świeci i nie wydaje żadnych wojennych odgłosów. A jednak w środku trwa hodowla. Są tam mikroskopijni drapieżcy, ich pokarm oraz materiał tworzący dla nich odpowiednie środowisko. Jedne osobniki żerują, inne dojrzewają, kolejne opuszczają saszetkę przez przygotowany otwór i ruszają na roślinę. Nie otrzymaliśmy więc porcji proszku ani środka, który należy rozpuścić w wodzie. Dostaliśmy maleńki, działający układ biologiczny. Jego mieszkańcy nie wiedzą, że kosztowna ćmówka pochodzi z Tajwanu, jej kwiaty pachną, a właściciel czekał na nią pół roku. Nie znają też wartości kolekcji ani planu ochrony. Muszą znaleźć pokarm i trafić na warunki, w których przeżyją. Jeżeli im to zapewnimy, mogą wykonać niezwykłą pracę. Jeżeli nie, zamiast armii otrzymamy grupę zagubionych najemników, którym nie pokazano ani przeciwnika, ani pola bitwy. Tak zaczyna się biologiczna ochrona storczyków.
Nie tylko „dobre robaczki”
Najprostsza definicja ochrony biologicznej brzmi niemal idyllicznie: wykorzystujemy naturalnych wrogów szkodników, aby ograniczyć ich liczebność. Sprowadzamy kogoś, kto napastnika znajdzie, zaatakuje albo wykorzysta jako pokarm dla własnego potomstwa. Pod tym spokojnym opisem kryją się bardzo różne strategie. Drapieżnik w ciągu życia poluje na wiele ofiar i je zabija. Tak działają między innymi dobroczynki polujące na przędziorki, larwy złotooków chwytające drobne owady czy biedronki zjadające wełnowce i tarczniki. Parazytoid prowadzi zupełnie inną grę. Najczęściej jest nim niewielka błonkówka, której samica składa jajo na ciele gospodarza, pod jego osłoną albo wewnątrz niego. Larwa rozwija się kosztem żywego szkodnika i ostatecznie go zabija. W przeciwieństwie do typowego pasożyta nie jest zainteresowana długim życiem gospodarza. Ten staje się dziecięcym pokojem z pełnym wyżywieniem, choć może mieć do tego planu pewne zastrzeżenia.
Są jeszcze nicienie entomopatogeniczne, mikroskopijne zwierzęta poszukujące larw owadów w wilgotnym podłożu. Po wejściu do ciała gospodarza uwalniają współpracujące z nimi bakterie. Nicienie i bakterie działają jak biologiczny zespół: wspólnie doprowadzają do śmierci ofiary i tworzą warunki do rozmnażania kolejnych pokoleń nicieni.
Nie wszystko, co chroni roślinę, jest więc owadem. Przędziorki są roztoczami, a nie owadami. Dobroczynki również są roztoczami. Jedne należą do szkodników, drugie do ich naturalnych wrogów. Owadem jest biedronka, błonkówka, złotook czy dziubałeczek. Nicienie natomiast stanowią zupełnie odrębną grupę zwierząt. Określenie „pożyteczne robaczki” jest sympatyczne, ale biologicznie pojemne jak szuflada, do której wrzuca się śrubokręt, termometr i zapasowe baterie, ponieważ wszystkie są niewielkie i kiedyś mogą się przydać.

Patrol i oddział szturmowy
W biologicznej ochronie często mówi się o organizmach stosowanych profilaktycznie i interwencyjnie. To bardzo użyteczny podział, dopóki nie zaczniemy traktować go jak sztywnej klasyfikacji zwierząt. Patrol i interwencja opisują przede wszystkim sposób użycia organizmów pożytecznych. Ten sam gatunek może się znaleźć po obu stronach tego praktycznego podziału.
Patrol wprowadzamy bardzo wcześnie: gdy ryzyko pojawienia się szkodnika jest realne, monitoring wykazał pierwsze pojedyncze osobniki albo wybrany drapieżca potrafi przez pewien czas korzystać z pyłku lub pokarmu zastępczego. Może to być okres po zakupie nowych roślin, sezon sprzyjający przędziorkom albo kolekcja, w której wcześniej występowały wciornastki. Profilaktyka nie oznacza więc działania zupełnie w ciemno. Oznacza próbę niedopuszczenia, aby kilka niezauważonych osobników zmieniło się w trudną do opanowania populację.
Interwencja rozpoczyna się po potwierdzeniu obecności szkodnika. Nie powinna jednak oznaczać czekania, aż liście zmienią się w srebrzyste pobojowisko. Najlepszym momentem na wprowadzenie wielu naturalnych wrogów jest pierwsze rozpoznane ognisko, kiedy mają już co jeść, ale ich przeciwnik nie zdążył jeszcze opanować całej kolekcji.
Dobrym przykładem są dwa dobroczynki używane przeciw przędziorkom z rodzaju Tetranychus. Phytoseiulus persimilis jest z nimi silnie związany. To wyspecjalizowany i niezwykle skuteczny łowca, który potrafi poruszać się w ich pajęczynie, lecz po wyczerpaniu właściwych ofiar traci podstawę utrzymania swojej populacji. Neoseiulus californicus może przeżyć dłużej przy niewielkiej liczbie przędziorków i korzystać również z pokarmu zastępczego.

Życie zamknięte w saszetce
Saszetki z dobroczynkami są jednym z najbardziej pomysłowych narzędzi biologicznej ochrony. W wielu z nich działa niewielki system hodowlany. Oprócz drapieżników znajduje się tam pokarm, często w postaci roztoczy nieszkodliwych dla roślin, oraz materiał pomagający utrzymać właściwy mikroklimat. Drapieżniki rozmnażają się wewnątrz, a kolejne osobniki stopniowo wychodzą na roślinę.
Dlatego nie należy rozcinać opakowania ani wykonywać w nim dodatkowych dziur, jeśli producent tego nie zaleca. Saszetka ma już wyjście. Rozprucie jej dla dobra mieszkańców przypominałoby pomoc pisklęciu przez rozebranie budki lęgowej na deski.
To, jak długo i jak skutecznie działa saszetka, zależy między innymi od gatunku drapieżnika, konstrukcji produktu, pokarmu hodowlanego, temperatury i wilgotności. Producenci deklarują zwykle emisję trwającą kilka tygodni, lecz nie jest to gwarancja identycznego działania w suchym mieszkaniu.
Dom nie jest małą szklarnią
Większość organizmów pożytecznych opracowano i przebadano z myślą o produkcji profesjonalnej. W szklarni tysiące roślin stoją blisko siebie, tworząc niemal ciągły krajobraz liści. Temperatura i wilgotność są kontrolowane, a populacje szkodników regularnie monitorowane. Drapieżniki mogą przemieszczać się z rośliny na roślinę, znajdując kolejne ofiary.
Wyniki takich doświadczeń pokazują możliwości danego gatunku, lecz ich przeniesienie do mieszkania pozostaje ostrożną ekstrapolacją, a nie obietnicą identycznego rezultatu. Trzydzieści storczyków w mieszkaniu może zajmować kilka parapetów, regał, namiot uprawowy i duże akwarium.
Różni się także sama konstrukcja roślin. Rozłożyste liście Phalaenopsis nie tworzą tak zwartego łanu jak uprawa ogórka, papryki czy truskawki. Dla maleńkiego drapieżnika każdy odstęp między doniczkami może być przeszkodą, której nie zdoła pokonać.
Zanim sprowadzimy armię, trzeba wskazać przeciwnika
Ślad żerowania nie zawsze pozwala rozpoznać sprawcę. Srebrzysty liść może wzbudzić podejrzenie przędziorków, ale sam wygląd uszkodzenia nie przesądza, że mamy do czynienia z Tetranychus urticae. Nie mówi również, czy szkodnik nadal znajduje się na roślinie.
Na mieszańcach Phalaenopsis importowanych do Polski opisano między innymi Tenuipalpus pacificus, jednego z płaskoszy, czyli roztoczy określanych po angielsku jako „false spider mites”. Roztocze te nie produkują typowej pajęczynki, a ich żerowanie może pozostawiać srebrzyste, później rdzawobrunatne uszkodzenia.

Podobnie jest z wełnowcami, tarcznikami i misecznikami. Dla nas wszystkie mogą wyglądać jak biały kłaczek albo podejrzana brązowa wypukłość. Dla parazytoida różnica między gatunkami oznacza jednak różnicę między odpowiednim gospodarzem a stworzeniem, którego nie potrafi wykorzystać.

Niekiedy drapieżnik zjada określonego szkodnika podczas doświadczenia laboratoryjnego, lecz mimo to nie zapewnia skutecznej ochrony roślin w szklarni. Umiejętność spożycia obiadu podanego na niewielkiej arenie nie dowodzi jeszcze zdolności odnalezienia wszystkich obiadów rozstawionych wśród trzydziestu doniczek.
Czy pożyteczne znaczy bezpieczne?
W mieszkaniu największą zaletą biologicznej ochrony jest możliwość ograniczenia oprysków wykonywanych w pobliżu ludzi i zwierząt. Nie pozostawia ona typowych pozostałości chemicznych i wykorzystuje organizmy dobrane do określonych ofiar.
Naturalny wróg szkodnika nadal jest jednak żywym organizmem, a materiał w saszetce lub butelce może pylić. U osób zawodowo narażonych na długotrwały kontakt z ogromną liczbą roztoczy wykorzystywanych w ochronie biologicznej opisano reakcje alergiczne. Nie oznacza to, że hobbysta zawieszający kilka saszetek jest narażony tak samo jak pracownik szklarni.
Trzeba również pamiętać o opryskach. Środek zabijający szkodliwe roztocze może zabić także drapieżne. Dotyczy to nie tylko klasycznych pestycydów, lecz również części preparatów olejowych i mydeł kontaktowych. Określenia „naturalny” i „ekologiczny” nie znaczą automatycznie „bezpieczny dla dobroczynków”.
Skąd wiadomo, że to działa?
Stare uszkodzenie liścia nie zniknie. Srebrzenie pozostanie srebrne, blizna nie odzyska zielonej tkanki, a pusta tarczka martwego szkodnika może nadal przylegać do rośliny. Skuteczności nie ocenia się więc wyłącznie na podstawie wyglądu starego liścia.

Trzeba obserwować, czy przybywa żywych szkodników, czy powstają nowe ogniska i czy świeże liście wykazują nowe ślady żerowania. Co najmniej raz w tygodniu warto oglądać zawsze porównywalne miejsca: spody liści, nasady, zagłębienia przy nerwach, pąki i młode przyrosty.
Nie zawsze zobaczymy samych sprzymierzeńców. Możemy natomiast znaleźć ślady ich działania. Po wyjściu dorosłego parazytoida w osłonie tarcznika pozostaje charakterystyczny otwór. Porażona mszyca zmienia się w mumię. Liczba młodych larw wciornastka przestaje rosnąć. Nowe liście rozwijają się bez kolejnych uszkodzeń.
Kolekcja jako mapa
W domowej ochronie biologicznej pierwszym narzędziem nie musi być saszetka. Może nim być kartka papieru. Warto podzielić kolekcję na grupy według miejsca, w którym stoją rośliny. Zaznaczyć nowe zakupy, okazy z objawami oraz doniczki mające z nimi kontakt. Zanotować wcześniejsze zabiegi i daty obserwacji. Dzięki temu zamiast nieokreślonego „chyba coś mam” powstaje mapa.
Jeśli problem dotyczy jednego parapetu, nie ma powodu rozsypywać specjalistycznego drapieżnika w pokoju po drugiej stronie domu. Jeżeli szkodnik pojawił się w kilku oddalonych grupach roślin, każda z nich staje się osobną wyspą wymagającą własnego planu.
Skuteczność ochrony biologicznej zależy najpierw od prawidłowego rozpoznania szkodnika, a dopiero potem od wyboru jego naturalnego wroga.
Kto naprawdę pilnuje storczyków?
Żaden dobroczynek, nicień ani parazytoid nie ochroni kolekcji sam. Naprawdę pilnuje jej właściciel, który wcześnie zauważy szkodnika i nie pośle za nim pierwszego drapieżcy znalezionego w sklepie. Dopiero wtedy można wprowadzić na roślinę dobroczynka niewiele większego od kropki kończącej to zdanie i powierzyć mu ochronę okazu wartego kilkaset złotych.
Na liściu nadal wisi niewielka saszetka. Niepozorna jak zapomniana herbata. Jej mieszkańcy nie wykonują naszych poleceń. Kierują się głodem, temperaturą, wilgotnością i zapachem ofiary. Cała sztuka polega na tym, aby ich potrzeby na chwilę spotkały się z potrzebami kolekcji.
W następnej części
Zanim wybierzemy dobroczynka i zawiesimy na roślinie pierwszą saszetkę, musimy przyjrzeć się przeciwnikowi. Z bardzo bliska. Zejdziemy na powierzchnię liścia, gdzie przędziorki nakłuwają pojedyncze komórki, płaskosze pozostawiają podobne ślady bez jednej nitki pajęczyny, a sprowadzeni łowcy próbują odnaleźć właściwą ofiarę. Porównamy Phytoseiulus persimilis z Neoseiulus californicus, sprawdzimy, który z nich lepiej pełni wartę, a który rusza za przędziorkiem jak oddział pościgowy. Zobaczymy też, dlaczego srebrzysty liść nie jest jeszcze diagnozą i co może się wydarzyć, gdy na pole bitwy wyślemy znakomitego drapieżnika, tylko nie przeciw temu wrogowi. Część druga: „Łowcy na pajęczynie. Dwa dobroczynki i zagadka srebrnych liści”.
Cykl: Niewidzialna armia
- Część I. Kto pilnuje storczyków? — jesteś tutaj
- Część II. Łowcy na pajęczynie
- Część III. Wojna pod osłoną
- Część IV. Żywa tarcza
Tekst: Marzenna Kielan, phalaenopsis.pl
Rozwiń źródła i bibliografię
- McMurtry, J.A., de Moraes, G.J., Sourassou, N.F. (2013). Revision of the lifestyles of phytoseiid mites (Acari: Phytoseiidae) and implications for biological control strategies. Systematic & Applied Acarology, 18(4), 297–320. DOI: 10.11158/saa.18.4.1.
- Pochubay, E., Tourtois, J., Himmelein, J., Grieshop, M. (2015). Slow-Release Sachets of Neoseiulus cucumeris Predatory Mites Reduce Intraguild Predation by Dalotia coriaria in Greenhouse Biological Control Systems. Insects, 6(2), 489–507. DOI: 10.3390/insects6020489.
- Solano-Rojas, Y. i in. (2022). Effect of Relative Humidity on the Population Dynamics of the Predator Amblyseius swirskii and Its Prey Carpoglyphus lactis in the Context of Slow-Release Sachets for Use in Biological Control in Greenhouses. Plants, 11(19), 2493. DOI: 10.3390/plants11192493.
- Le Hesran, S. i in. (2024). Weerbare teeltsystemen tegen invasieve tripsplagen in de glastuinbouw. Wageningen Plant Research, WPR-1284. DOI: 10.18174/648867.
- Messelink, G.J., Leman, A. (2020). Are low humidity levels a limiting factor for spider mite control by phytoseiid predators under fluctuating climatic conditions? Wageningen University & Research. Opis publikacji. Badanie przeprowadzono na ogórku szklarniowym i Tetranychus urticae, nie na Phalaenopsis.
- University of Florida IFAS Extension. Phalaenopsis Mite, Tenuipalpus pacificus. Publikacja IN683.
- Ray, H.A. i in. (2014). Effects of Reduced-Risk Insecticides on Three Orchid Pests and Two Predacious Natural Enemies. Florida Entomologist, 97(3). Pełny tekst.
- Cornell University, New York State Integrated Pest Management. Neoseiulus californicus — Predatory Mite. Karta gatunku.
- Cornell University, New York State Integrated Pest Management. Phytoseiulus persimilis — Predatory Mite. Karta gatunku.
- Groenewoud, G.C. i in. (2002). Prevalence of sensitization to the predatory mite Amblyseius cucumeris as a new occupational allergen in horticulture. PubMed.