Niewidzialna armia. Część III. Wojna pod osłoną
Wciornastki, wełnowce i tarczniki ukrywają się w kwiatach, szczelinach, pod warstwą wosku i własnymi tarczkami. Przeciw nim działa armia drapieżników i parazytoidów, lecz każdy jej oddział ma inne zadanie, własne wymagania i granice skuteczności.
Kwiat, który miał być pusty
Kwiat wyglądał bez zarzutu. Płatki były napięte, warżka świeża, kolory czyste. Dopiero przy bliższym spojrzeniu coś przestało się zgadzać. Na jednym płatku pojawiła się jasna smuga, na innym drobne, brunatne punkty. Pąk obok zatrzymał się w pół drogi i najwyraźniej stracił ochotę na dalsze otwieranie.
Podejrzenie może paść na suche powietrze, kroplę wody pozostawioną na noc, uszkodzenie podczas rozwijania pąka albo gwałtowną zmianę temperatury. Kwiat nie składa zeznań i nie wskazuje winnego.
Wystarczy jednak delikatnie poruszyć płatkami, aby z wnętrza kwiatu wysunęła się cienka, ciemna kreska. Ma niewiele ponad milimetr długości i porusza się z irytującą pewnością kogoś, kto doskonale zna wszystkie wyjścia awaryjne. Po chwili znika między płatkami. To wciornastek.
Nie przybył tu przypadkiem. Kwiat zapewnia mu pokarm, schronienie i miejsce, do którego trudno dotrzeć zarówno palcem, jak i kroplą oprysku. Jaja mogą być ukryte w tkance rośliny. Żerujące larwy przebywają w kwiatach, pąkach, na młodych liściach i w ciasnych zakamarkach. Ruchliwe osobniki dorosłe potrafią przenieść się na kolejną roślinę, zanim zrozumiemy, że pierwsza została zaatakowana. U wielu ważnych gatunków część stadiów rozwojowych schodzi również w stronę podłoża. Nie jest to przeciwnik, który grzecznie siedzi w jednym miejscu.
Wojna z wciornastkami toczy się na kilku piętrach jednocześnie: w tkankach, gdzie ukryto jaja, w kwiatach zajętych przez larwy i dorosłe owady, na liściach oraz czasem w podłożu, gdzie przebiegają nieżerujące stadia rozwojowe.
Dlatego wysłanie przeciwko nim jednego gatunku drapieżnika przypomina pilnowanie drzwi frontowych w domu, który ma jeszcze okna, piwnicę i wyjście przez garaż.
Potrzebna będzie cała armia, bo jej oddziały polują w różny sposób. Jedne chwytają tylko najmłodsze larwy, inne wchodzą za wciornastkami do kwiatów i atakują nawet dorosłą zdobycz, a jeszcze inne czekają niżej, tam, gdzie szkodnik znika z powierzchni rośliny.
Każdy pilnuje innego przejścia, a wciornastek ma ich wiele.
Wróg na kilku piętrach
Gdyby wciornastek przez całe życie siedział na jednym płatku, sprawa byłaby niemal uprzejmie prosta. Można byłoby go znaleźć, usunąć i uznać dochodzenie za zamknięte. Ale wciornastek zmienia nie tylko miejsce pobytu. Zmienia również postać.
U wielu gatunków samica nie pozostawia jaj na powierzchni rośliny. Za pomocą piłkowanego pokładełka nacina tkankę liścia, płatka albo pąka i wsuwa jajo do środka. Nie przykleja więc potomstwa do drzwi. Od razu umieszcza je w domu.
Po wykluciu pojawia się larwa. Jest maleńka, jasna i pozbawiona skrzydeł, ale już zaczyna żerować. Nie wysysa soku z naczyń rośliny tak jak mszyca czy wełnowiec. Narusza komórki powierzchniowych tkanek, a następnie pobiera ich zawartość. Po opróżnionych komórkach pozostają jasne, srebrzyste smugi, drobne blizny i brunatne punkty. Na liściu mogą wyglądać niepozornie. Na płatku kwiatu nawet niewielkie uszkodzenie staje się natychmiast widoczne.
Pierwsze dwa stadia larwalne jedzą i rosną. Później owad przechodzi w stadium przedpoczwarki, a następnie poczwarki. W tym czasie przestaje żerować i przygotowuje się do ostatniej przemiany. U wielu najważniejszych gatunków szklarniowych schodzi wtedy z rośliny i ukrywa się w podłożu, resztkach roślinnych albo szczelinach. Nie jest to jednak żelazna reguła obowiązująca wszystkie wciornastki.
W końcu pojawia się osobnik dorosły. Smukły, ruchliwy i wyposażony w dwie pary niezwykle wąskich skrzydeł obrzeżonych długimi włoskami. To od tych frędzli pochodzi naukowa nazwa rzędu, Thysanoptera, czyli dosłownie „frędzloskrzydłe”.
Tak delikatne skrzydła nie wyglądają imponująco, lecz wciornastek nie potrzebuje lotniczych pokazów. Wystarczy mu możliwość przeniesienia się na sąsiedni kwiat, kolejną roślinę albo ubranie człowieka, który właśnie zaglądał do kolekcji. Mały rozmiar pozwala mu zniknąć w szczelinie, zanim hodowca zdąży odłożyć lupę i powiedzieć coś, czego nie wypada drukować na stronie o storczykach.
Cały cykl może przebiegać szybko, zwłaszcza w cieple. Na jednej roślinie mogą jednocześnie znajdować się jaja ukryte w tkankach, żerujące larwy, nieruchome stadia przejściowe i dorosłe owady gotowe do przeprowadzki. Usunięcie tego, co widzimy dzisiaj, nie oznacza więc, że jutro nie pojawi się następne pokolenie.
Do tego „wciornastek” nie jest nazwiskiem jednego sprawcy. To ogromna grupa owadów, a na storczykach notowano między innymi wciornastka zachodniego, szklarniowego, tytoniowca oraz gatunki szczególnie związane ze storczykami. Różnią się miejscem żerowania, zachowaniem i szczegółami cyklu rozwojowego. Bez dokładnego oznaczenia nie zawsze wiemy, z którym z nich mamy do czynienia.
Wiemy jednak wystarczająco dużo, aby zrozumieć podstawowy problem. Jajo siedzi w roślinie. Młoda larwa żeruje na jej powierzchni albo w kwiacie. Starsza larwa staje się trudniejszym przeciwnikiem. Stadium przejściowe może zejść do podłoża. Dorosły owad przemieszcza się między roślinami.
Nie ma jednego miejsca, w którym można zastawić pułapkę na całe życie wciornastka. Trzeba obstawić piętra.
Patrol, który poluje na dzieci
Pierwszego oddziału niemal nie widać. Dobroczynek Neoseiulus cucumeris ma mniej więcej pół milimetra długości. Jest mniejszy od dorosłego wciornastka, nie ma skrzydeł i nie wygląda jak ktoś, komu należałoby powierzyć obronę kolekcji. Przemieszcza się jednak sprawnie po liściach i kwiatach, zagląda w drobne nierówności powierzchni i szuka zdobyczy, której rozmiar odpowiada jego możliwościom.
Interesują go przede wszystkim najmłodsze larwy wciornastków, które chwyta szczękoczułkami, przebija i wysysa.
Dobroczynki są roztoczami, a więc należą do pajęczaków. Po spotkaniu z nimi larwa wciornastka nie przechodzi już na kolejne piętro.
Neoseiulus cucumeris nie jest jednak pogromcą wszystkiego, co ma frędzlowate skrzydła. Najmłodsza larwa stanowi odpowiedni posiłek. Starsza jest już większa, silniejsza i trudniejsza do pokonania. Jaja pozostają ukryte w tkance, stadia przejściowe mogą znajdować się w podłożu, a dorosły wciornastek wykracza poza kategorię wagową tego drapieżnika.
Nasz zbir pracuje więc przy wejściu do przedszkola. Rodziców nie zatrzyma, piwnicy nie przeszuka ani nie wyciągnie jaj ze ścian. Pilnuje chwili, w której młode wciornastki po raz pierwszy pojawiają się na powierzchni rośliny.
Właśnie dlatego Neoseiulus cucumeris najlepiej sprawdza się jako patrol profilaktyczny albo bardzo wczesna interwencja. Jeśli na roślinach żerują już liczne starsze larwy i dorosłe owady, same dobroczynki nie cofną czasu. Mogą ograniczyć napływ następnego pokolenia, ale nie usuną wszystkich wcześniejszych stadiów.
W sprzedaży spotyka się je między innymi w saszetkach zawieszanych na roślinach. Wewnątrz znajduje się niewielka hodowla dobroczynków wraz z pokarmem i materiałem, w którym mogą się rozmnażać. Kolejne osobniki stopniowo wychodzą przez otwór i rozpoczynają patrol. Saszetka nie jest więc woreczkiem pełnym uśpionego wojska, które wysypuje się jednego dnia. Bardziej przypomina niewielkie koszary dostarczające posiłki przez pewien czas.
Oczywiście pod warunkiem, że mieszkańcom koszar odpowiada klimat. Jaja i młode stadia dobroczynków są wrażliwe na zbyt suche powietrze, a tempo ich rozwoju zależy od temperatury. Nie wystarczy zawiesić saszetki na ćmówkach stojących nad rozgrzanym kaloryferem i poinformować armię, że od tej chwili ma sobie radzić.
Do podobnych zadań wykorzystuje się również Amblyseius swirskii. Jest także niewielkim drapieżcą polującym przede wszystkim na młode larwy wciornastków. Lepiej czuje się w cieple, a oprócz żywej zdobyczy może korzystać z pyłku. Nie oznacza to jednak, że staje się samowystarczalny na każdej ćmówce.
Oba gatunki bywają przedstawiane jako zamienne saszetki „na wciornastki”. Nie są identyczne. Różnią się wymaganiami cieplnymi, tempem rozwoju i zdolnością utrzymywania populacji przy niedostatku zdobyczy. Wybór powinien zależeć od warunków w kolekcji oraz instrukcji konkretnego produktu.
Nie wygrywają wojny widowiskowym atakiem. Krążą po roślinie i przechwytują przeciwnika wtedy, gdy jest jeszcze mały, bezskrzydły i stosunkowo bezbronny. Nie są komandosami wysadzającymi kwiat w powietrze, lecz patrolem, dzięki któremu przeciwnik może nigdy nie dorosnąć.
Dziubałeczek wchodzi do kwiatu
Dobroczynki przechwytują wciornastki na początku ich życia. Kiedy jednak larwa podrośnie albo owad zdąży osiągnąć dorosłość, potrzebny jest ktoś większy: Orius.
Po polsku przedstawiciele tego rodzaju noszą wdzięczną nazwę dziubałeczków. Brzmi niemal pieszczotliwie, dopóki nie zobaczymy, co dziubałeczek robi ze zdobyczą.
To niewielki drapieżny pluskwiak, zwykle mierzący zaledwie dwa lub trzy milimetry. Ma spłaszczone ciało, sprawne nogi i kłująco-ssący aparat gębowy. Nie pobiera nim jednak soku z ćmówki, ale wbija go w ciało wciornastka, unieruchamia zdobycz i wysysa jej zawartość. Pozostaje po niej niewiele więcej niż opróżniona osłona.
Polują zarówno nimfy, jak i dorosłe osobniki. Orius może atakować larwy różnej wielkości, a także dorosłe owady. Wędruje po liściach, zagląda do pąków i wciska się między płatki, czyli dokładnie tam, gdzie wciornastki czują się najbezpieczniej. Kwiat, który dla nas jest ozdobą, dla obu stron staje się terenem łowieckim.

Dziubałeczek jest generalistą. Oprócz wciornastków może polować na mszyce, mączliki, drobne roztocze oraz jaja i młode stadia innych owadów. Potrafi uzupełniać dietę pyłkiem i niewielką ilością soku roślinnego. Dzięki temu może przetrwać okres, w którym liczba ofiar spada. „Może” nie znaczy jednak „będzie mieszkał na ćmówce do emerytury”.
W szklarniach dziubałeczki wprowadza się do rozległej uprawy, w której znajdują wiele roślin, kwiatów i potencjalnych kryjówek. W domu pożywienie jest rozmieszczone nierówno. Drapieżnik wypuszczony na jedną roślinę nie otrzymuje informacji, że powinien właśnie na niej pozostać. Ma skrzydła i własne plany.
Znaczenie ma temperatura. W Europie często wykorzystuje się Orius laevigatus, najlepiej pracujący w cieple. Producent zaleca wypuszczanie go grupami, aby osobniki mogły się spotkać i rozmnażać. Dziubałeczki mogą też czasem ukłuć człowieka. Nie żywią się krwią i nie są niebezpieczne, lecz ukłucie potrafi być zaskakująco bolesne.
Można więc wykorzystać je w uprawie domowej, zwłaszcza w namiocie, oranżerii lub większej wydzielonej kolekcji z potwierdzoną inwazją. W zwykłym pokoju pięćdziesiąt latających, czasem kłujących zbirów może jednak okazać się rozwiązaniem mniej dyskretnym niż saszetka dobroczynków.
Dobroczynki pilnują przedszkola przeciwnika. Dziubałeczek wchodzi za rodzicami do kwiatu.
Oddział przy podłożu
Wciornastek opuszczający kwiat nie zawsze wybiera następną roślinę. U wielu ważnych gatunków szklarniowych starsza larwa przestaje żerować, spada albo schodzi niżej i szuka osłoniętego miejsca, w którym przejdzie kolejne etapy rozwoju. Na powierzchni rośliny trwa pościg, a w doniczce przeciwnik zamyka drzwi, gasi światło i czeka na skrzydła.
Jednym z żołnierzy przy podłożu jest Stratiolaelaps scimitus, drapieżny roztocz żyjący w jego górnej warstwie. Przez lata występował w sprzedaży pod nazwą Hypoaspis miles. Zamiast patrolować liście i zaglądać do kwiatów, porusza się między cząstkami podłoża i poluje na niewielkie organizmy, które również spędzają tam część życia.
Najczęściej wykorzystuje się go przeciwko larwom ziemiórek. Może jednak atakować także stadia wciornastków ukrywające się w podłożu. Nie wyłapuje jaj w tkankach, nie ściga larw na płatkach ani nie zatrzymuje dorosłych owadów. Pilnuje piwnicy.

Drugim sprzymierzeńcem może być Steinernema feltiae, nicień entomopatogeniczny tak mały, że pojedynczego osobnika nie zobaczymy bez powiększenia. Jego larwy infekcyjne poszukują gospodarza i wnikają do ciała przez naturalne otwory. Przenoszą symbiotyczne bakterie z rodzaju Xenorhabdus, które namnażają się wewnątrz owada. Gospodarz ginie, a nicienie otrzymują miejsce i pokarm do rozwoju. Brzmi jak broń biologiczna, bo właśnie nią jest.
Steinernema feltiae działa na odpowiednio małe stadia owadów, nie na samą roślinę. Potrzebuje jednak wilgotnego środowiska, ponieważ porusza się w cienkiej warstwie wody otaczającej cząstki podłoża. Przesuszenie i niewłaściwa temperatura ograniczają jego aktywność.
Większość zaleceń powstała dla upraw w torfie, włóknie kokosowym lub matach, które długo zachowują wilgoć. Phalaenopsis zwykle rośnie w luźnej, gruboziarnistej korze. Między jej kawałkami są duże przestrzenie powietrzne, woda odpływa, a powierzchnia wysycha. Korzeniom ćmówki takie warunki służą, ale nicieniowi już niekoniecznie.
W wilgotniejszych częściach doniczki organizmy pożyteczne mogą znaleźć właściwe warunki. Trudno jednak zakładać, że przechwycą każde stadium wciornastka. Utrzymywanie kory stale mokrej tylko po to, aby zadowolić oddział przy podłożu, byłoby osobliwym sposobem ochrony storczyka poprzez stworzenie problemu z korzeniami.
Stratiolaelaps i Steinernema są więc uzupełnieniem, nie samodzielnym rozwiązaniem. Nie każda doniczka będzie dla nich dobrym posterunkiem. Ale warto wiedzieć, że wciornastek może mieć w piwnicy kogoś, kto już na niego czeka.
Biały kłaczek, który się poruszył
Na pierwszy rzut oka nie wygląda jak owad. W kącie między liściem a trzonem ćmówki pojawia się odrobina białego puchu. Można ją wziąć za włókno podłoża, fragment pajęczyny albo kłaczek kurzu, który znalazł wyjątkowo niewygodne miejsce do sprzątania. Dopiero po dotknięciu wykałaczką lub pędzelkiem okazuje się, że kłaczek ma nogi i zdecydowanie nie zamierza czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
Wełnowce należą do czerwców. Ich samice zachowują spłaszczone, owalne ciało i zdolność poruszania się. Znacznie chętniej jednak znajdują bezpieczny zakamarek, wkłuwają aparat gębowy w tkankę i otaczają się ochronną warstwą wosku. To właśnie wosk nadaje im wygląd oprószonych mąką.
U różnych gatunków może tworzyć delikatny nalot, krótkie wyrostki albo dłuższe, białe nici. Chroni owada przed utratą wody, utrudnia zwilżenie jego powierzchni i częściowo osłania przed środkami działającymi kontaktowo. Nie jest niezniszczalnym pancerzem, ale potrafi sprawić, że kropla spłynie obok owada.
Samica może wytwarzać watowaty woreczek jajowy. Pod białą osłoną znajdują się dziesiątki, a niekiedy setki jaj. Po wykluciu wychodzą maleńkie, ruchliwe nimfy. To one odpowiadają za ekspansję kolonii. Dorosła samica może wyglądać na ospałą, za to jej dzieci ruszają na podbój sąsiednich zakamarków.
Na Phalaenopsis wełnowce zajmują nasady liści, zagłębienia przy trzonie, spód blaszki, pędy kwiatowe i przestrzenie pod zaschniętymi łuskami. Mogą ukrywać się pod krawędzią doniczki oraz między jej ścianką a podłożem. Niektóre gatunki żerują na korzeniach, dzięki czemu roślina może słabnąć długo, zanim biały nalot pojawi się w widocznym miejscu.
Zaatakowana ćmówka traci wigor. Na liściach pojawia się lepka spadź, a na niej mogą rozwinąć się grzyby sadzakowe. Czasem pierwszym sygnałem obecności wełnowców jest więc lepka powierzchnia albo czarnawy nalot znajdujący się daleko od kryjówki sprawcy.
W ciepłym mieszkaniu na jednej roślinie mogą jednocześnie przebywać jaja, nimfy i dorosłe samice. Wacik z alkoholem dociera do tego, co znaleźliśmy. Nie dociera do jaja w szczelinie ani do nimfy, która przeszła pod sąsiednią doniczkę.
Do tego nie każdy biały kłaczek na storczyku jest wełnowcem. Podobnie mogą wyglądać woskowe wydzieliny innych czerwców, szczególnie skupiska samców tarcznika Boisduvala. Najpierw trzeba ustalić, kto ukrywa się pod białą osłoną. Dopiero potem można wypuścić kogoś, kto wygląda niemal tak samo.
Wilk w owczej skórze
Na liściu siedzi wełnowiec. Jest biały, pokryty woskowymi nićmi i wyraźnie większy od pozostałych. Porusza się przy tym zaskakująco szybko. Wygląda jak szkodnik, któremu wyjątkowo służy pobyt w naszej kolekcji. Tyle że to nie wełnowiec.
To larwa Cryptolaemus montrouzieri, drapieżnej biedronki wełnowcowej. Jej ciało pokrywają długie, białe wyrostki woskowe, dzięki którym przypomina własną zdobycz. Podobieństwo bywa tak przekonujące, że człowiek uzbrojony w wacik i dobre chęci może usunąć z rośliny najlepszego pracownika ochrony.
Larwa jest zwykle większa od dorosłego wełnowca, bardziej wydłużona i ruchliwsza. Wędruje po roślinie, zagląda w kolonie i pożera jaja, młode nimfy oraz dorosłe osobniki. Białe nitki nie świadczą o bezbronności. To strój roboczy.
Dorosły Cryptolaemus wygląda już jak biedronka, choć nie przypomina czerwonej kulki w czarne kropki. Jest niewielkim, ciemnym chrząszczem z jaśniejszą głową oraz końcem odwłoka. Samica składa jaja w pobliżu woreczków jajowych szkodnika. Jej potomstwo zaczyna więc życie przy zastawionym stole.

Drapieżnik nie usuwa wosku ani nie próbuje przekonać wełnowca do opuszczenia kryjówki. Wchodzi między białe nici i zjada ich właściciela.
Biedronka wełnowcowa nie jest jednak patrolem na wszelki wypadek. Potrzebuje odpowiedniej liczby ofiar. Jeśli na jednej ćmówce znaleźliśmy pojedynczą samicę, zakup całego oddziału może przypominać wezwanie brygady antyterrorystycznej do usunięcia gościa, który nie chce zdjąć butów.
Przy małej liczbie ofiar dorosłe chrząszcze zaczynają ich szukać gdzie indziej. Potrafią latać. Znaczenie ma także temperatura, bo Cryptolaemus pochodzi z ciepłego klimatu. W większej, ciepłej i odizolowanej uprawie z potwierdzoną kolonią może być znakomitym oddziałem interwencyjnym. Na parapecie z kilkoma roślinami rozsądniejsze bywa dokładne usunięcie szkodników, kwarantanna i regularne oględziny.
Wilk nie tylko założył owczą skórę. On wszedł w niej prosto do zagrody.
Dziecko wychowane we wrogu
Biedronka wełnowcowa nie pozostawia wątpliwości co do zamiarów. Wchodzi do kolonii i zaczyna jeść, natomiast Leptomastix dactylopii działa subtelniej.
To maleńka błonkówka. Nie ma potężnych szczęk ani ochronnego pancerza. Wystarczą jej czułki i pokładełko, bo ciało przeciwnika posłuży potomstwu za pokarm i schronienie.
Samica wędruje po roślinie w poszukiwaniu gospodarza. Kiedy napotyka wełnowca, bada go czułkami. Nie każdy zostaje zaakceptowany. Znaczenie mają gatunek, wielkość, stadium rozwoju, a nawet to, czy wewnątrz nie znajduje się już potomstwo innej błonkówki.
Jeśli kandydat spełnia wymagania, samica wprowadza pokładełko do jego ciała i składa jajo. Wełnowiec na razie przeżywa.
Larwa rozwija się wewnątrz gospodarza i żywi jego tkankami. Nie może zabić go natychmiast, ponieważ razem z nim straciłaby świeży pokarm i ochronę. W końcu gospodarz przestaje się poruszać. Jego ciało twardnieje, zmienia barwę i staje się mumią. Dorosła błonkówka wygryza w niej okrągły otwór i wychodzi na zewnątrz.
Leptomastix nie jest zwykłym pasożytem. Pasożyt korzysta z gospodarza, ale jego rozwój nie musi kończyć się śmiercią ofiary. Tutaj śmierć stanowi część planu. Organizm prowadzący taki tryb życia nazywamy parazytoidem. Różnica może się wydawać językowym drobiazgiem, ale dla wełnowca jest zasadnicza.
Najczęściej opisywanym gospodarzem Leptomastix dactylopii jest wełnowiec cytrusowiec, Planococcus citri. Błonkówka wybiera przede wszystkim większe stadia nimfalne i młode samice. Nie oznacza to, że równie skutecznie wykorzysta każdego wełnowca znalezionego na roślinie doniczkowej.
Na opakowaniu można przeczytać „na wełnowce”, ale dla parazytoida to kategoria zbyt szeroka. Błonkówka przystosowana do jednego gospodarza może zbadać innego czułkami i odejść bez składania jaja. Nie pomyli się z uprzejmości.
W profesjonalnej ochronie najpierw rozpoznaje się szkodnika, a później dobiera parazytoida. Kupowanie go przeciwko niezidentyfikowanemu białemu kłaczkowi byłoby jak wezwanie znakomitego włamywacza bez sprawdzenia, czy potrafi otworzyć właśnie ten zamek.
Błonkówka nie imponuje rozmiarem ani siłą. Jej bronią jest doskonałe dopasowanie. Nie rozbija osłony przeciwnika. Umieszcza pod nią własne potomstwo.
Twierdza z własnego ciała
Na liściu pojawia się niewielka wypukłość. Po dotknięciu nie ucieka; nie widać też nóg ani czułków. Wygląda jak zaschnięta kropla, blizna albo fragment czegoś przyklejonego do rośliny. Można ją długo mijać wzrokiem i nie zauważyć, że pod nieruchomą osłoną siedzi owad.
Tarczniki, miseczniki i wełnowce należą do czerwców. Łączy je kłująco-ssący aparat gębowy oraz niezwykła zdolność dorosłych samic do wyglądania jak coś zupełnie innego niż owad. Różnice między nimi decydują jednak o sposobie zwalczania.
Wełnowiec zachowuje nogi i pokrywa się woskiem. Misecznik z wiekiem staje się coraz mniej ruchliwy, a jego grzbiet tworzy wypukłą osłonę związaną z ciałem. Tarcznik buduje osobny dach z wydzielin woskowych i zrzuconych osłonek larwalnych. Tarczkę można delikatnie podważyć. Pod spodem znajduje się miękki owad.
Wełnowce i miseczniki wydalają lepką spadź, na której rozwijają się sadzaki. Tarczniki nie pozostawiają spadzi. Roślina może żółknąć, słabnąć i pokrywać się plamami, ale jej powierzchnia nie musi być lepka.
Na storczykach jednym z najpoważniejszych przedstawicieli jest tarcznik Boisduvala, Diaspis boisduvalii. Potrafi zasiedlać liście, ich nasady, trzony, pseudobulwy i miejsca pod suchymi osłonkami. Żerując, uszkadza komórki rośliny. Wokół nawet pojedynczych samic mogą powstawać rozległe żółtawe lub nekrotyczne obszary.
Dorosła samica ukrywa się pod okrągłą, jasną tarczką. Samiec wygląda zupełnie inaczej. Jego osłona jest biała, wydłużona i ma podłużne żeberka. Liczne samce tworzą skupiska przypominające watowaty nalot. Można więc patrzeć na jedną kolonię i widzieć dwa różne problemy.
Samica składa jaja pod osłoną. Po wykluciu wychodzą maleńkie, żółtawe nimfy pierwszego stadium, po angielsku crawlers. Mają nogi i poszukują miejsca do żerowania. To jedyny etap życia samicy tarcznika, w którym naprawdę wyrusza w drogę.
Później nimfa wkłuwa aparat gębowy w roślinę, osiada i rozpoczyna budowę. Twierdza nie powstaje od razu, więc jej przyszła właścicielka przez krótki czas chodzi po liściu bez dachu nad głową. Jest niemal niewidoczna, ale wtedy pozostaje najbardziej dostępna dla naturalnych wrogów.
Dorosła samica siedzi pod tarczką. Jaja znajdują się jeszcze głębiej. Ruchliwe młode wychodzą jednak na powierzchnię. Jeżeli nie można zdobyć twierdzy, warto zaczekać, aż otworzy się brama.
Czekać przy bramie
Tarczka oddziela owada od świata, ogranicza utratę wody i utrudnia dostęp środkom kontaktowym. Ale pewnego dnia spod osłony wychodzą młode. Nie mają jeszcze własnych tarczek. Wędrują po roślinie i mogą przejść na następny storczyk. To moment szczególnie niebezpieczny zarówno dla kolekcji, jak i dla tarcznika.
Młode nimfy można spłukać, zetrzeć albo przechwycić, zanim osiądą. Polują na nie również drapieżniki, które nie muszą podważać gotowych tarczek. Wystarczy, że zaczekają przy wyjściu. Niektóre potrafią dostać się także do mieszkańców już ukrytych.
Jednym z takich łowców jest Rhyzobius lophanthae, niewielka drapieżna biedronka pochodząca z Australii. Zarówno larwy, jak i dorosłe chrząszcze żywią się czerwcami, szczególnie tarcznikami. Potrafią dostać się pod krawędź osłony i zjadać znajdującego się pod nią owada. Tarcza, która zatrzymuje kroplę oprysku, niekoniecznie zatrzyma głodną biedronkę.
Rhyzobius poluje na różne tarczniki i jest wykorzystywany również przeciw tarcznikowi Boisduvala. Nie jest jednak uniwersalnym otwieraczem do każdej tarczki. Skuteczność zależy od gatunku czerwca, liczebności kolonii, temperatury oraz możliwości odnalezienia zdobyczy. Dorosłe chrząszcze mają skrzydła i mogą opuścić roślinę.
Jeszcze subtelniej działają błonkówki parazytoidalne. Samica bada tarczkę czułkami, ocenia gospodarza, a następnie wprowadza pokładełko przez osłonę albo pod jej krawędź. Zależnie od gatunku składa jajo na ciele czerwca lub w jego wnętrzu. Larwa stopniowo zużywa gospodarza, pozostając pod tarczką, która miała go chronić. Osłona zmienia właściciela, choć nikt jej o tym nie informuje.

W ochronie tarczników wykorzystuje się błonkówki z rodzaju Aphytis, a przeciw niektórym misecznikom przedstawicieli rodzaju Metaphycus. Nie są wymienne. Poszczególne gatunki wybierają określonych gospodarzy i stadia. U tarcznika Boisduvala notowano naturalne pasożytowanie błonkówek z rodzaju Coccidencyrtus. Jego tarczka nie jest więc nie do zdobycia, ale nie oznacza to, że wystarczy dowolny preparat z napisem „pasożytnicza błonkówka”.
Im bardziej wyspecjalizowany sprzymierzeniec, tym dokładniej trzeba znać przeciwnika. Przy kilku tarcznikach na jednej roślinie szybsze może być odizolowanie ćmówki, mechaniczne usunięcie osłon i regularne kontrolowanie nimf. W dużej, ciepłej kolekcji biologiczny oddział może mieć więcej sensu.
Nie każdą twierdzę trzeba zdobywać. Czasem wystarczy pilnować bramy.
Wojna, której nie wygrywa jeden bohater
Niewidzialna armia nie maszeruje w równym szeregu. Każdy oddział zajmuje inne stanowisko.
Jedni żołnierze patrolują liście i przechwytują najmłodsze larwy wciornastków, inni wchodzą za dorosłą zdobyczą do kwiatów, a kolejny oddział czeka w podłożu, gdzie szkodnik próbuje zniknąć na czas przeobrażenia.
Biedronka wełnowcowa przebiera się za własną ofiarę i rozpoczyna ucztę w środku kolonii. Maleńka błonkówka nie próbuje pokonać wełnowca siłą. Składa w nim jajo i pozostawia pracę potomstwu.
Tarcznik buduje nad sobą osłonę, lecz nawet ona nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa. Drapieżny chrząszcz dostaje się pod krawędź. Parazytoid wykorzystuje ciało gospodarza. A kiedy spod tarczki wychodzą młode, twierdza na chwilę sama otwiera bramę.
Każdy z tych sprzymierzeńców działa inaczej i każdy ma ograniczenia. Dobroczynek nie pokona dorosłego wciornastka. Dziubałeczek nie będzie pilnował podłoża. Biedronka może odlecieć, jeśli zabraknie wełnowców. Błonkówka ominie niewłaściwego gospodarza. Nicień nie przejdzie przez suchą korę tylko dlatego, że bardzo zależy nam na zwycięstwie.
Biologiczna ochrona nie polega na znalezieniu jednego organizmu, który rozwiąże wszystkie problemy. Polega na rozpoznaniu przeciwnika, zrozumieniu jego cyklu i wybraniu momentu, w którym jest najbardziej dostępny.
Naturalny wróg nie jest ozdobnym dodatkiem ani żywym odpowiednikiem butelki z preparatem. Ma własne wymagania, zakres zdobyczy i sposób działania. Wypuszczony w niewłaściwym miejscu może zginąć, odlecieć albo zwyczajnie nie zainteresować się szkodnikiem.
Dlatego armia potrzebuje czegoś więcej niż żołnierzy. Potrzebuje rozpoznania, zaopatrzenia, właściwych warunków i dowódcy, który wie, kiedy wysłać patrol, a kiedy przeprowadzić interwencję. Potrzebuje też granic, bo nie każdy organizm nadający się do szklarni powinien trafić na parapet w sypialni.
W trzech pierwszych częściach poznaliśmy przeciwników i ich naturalnych wrogów. W części czwartej zbudujemy z tej wiedzy system ochrony domowej kolekcji: żywą tarczę, a nie kolejną cudowną metodę.
Cykl: Niewidzialna armia
- Część I. Kto pilnuje storczyków?
- Część II. Łowcy na pajęczynie
- Część III. Wojna pod osłoną — jesteś tutaj
- Część IV. Żywa tarcza — w przygotowaniu
Tekst: Marzenna Kielan, phalaenopsis.pl
Rozwiń źródła i uwagi metodologiczneZwiń źródła i uwagi metodologiczne
- University of Massachusetts Amherst. Western Flower Thrips, Management and Tospoviruses. https://www.umass.edu/agriculture-food-environment/greenhouse-floriculture/fact-sheets/western-flower-thrips-management-tospoviruses
- Koppert. Thripex Plus: Neoseiulus cucumeris, sposób działania i wymagania środowiskowe. https://www.koppert.com/thripex-plus/
- Calvo F.J., Knapp M., van Houten Y.M., Hoogerbrugge H., Belda J.E. 2015. Amblyseius swirskii: what made this predatory mite such a successful biocontrol agent? Experimental and Applied Acarology 65:419–433. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25444470/
- Cornell Integrated Pest Management. Minute Pirate Bug and Insidious Flower Bug Biocontrol Agent Factsheet. https://cals.cornell.edu/integrated-pest-management/outreach-education/fact-sheets/minute-pirate-bug-and-insidious-flower-bug-biocontrol-agent-factsheet
- Lattin J.D. 1999. Bionomics of the Anthocoridae. Annual Review of Entomology 44:207–231. https://doi.org/10.1146/annurev.ento.44.1.207
- VKM. 2023. Assessment of Stratiolaelaps scimitus for biological control. https://vkm.no/english/riskassessments/allpublications/stratiolaelapsscimitusforbiologicalcontrol.4.1cbe1a1c1868b3ea4ab463c7.html
- Buitenhuis R., Shipp J.L. 2005. Efficacy of the entomopathogenic nematode Steinernema feltiae as influenced by Frankliniella occidentalis developmental stage and host plant stage. Journal of Economic Entomology 98:1480–1485. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16334313/
- University of Connecticut Integrated Pest Management. Biological Control of Mealybugs. https://ipm.cahnr.uconn.edu/biological-control-of-mealybugs/
- Al-Shami S., Qureshi J.A. 2024. Leptomastix dactylopii Howard, parasitoid of mealybugs. University of Florida IFAS Extension, EENY-807. https://doi.org/10.32473/edis-IN1420-2024
- García Morales M. i in. 2016. ScaleNet: a literature-based model of scale insect biology and systematics; karta Diaspis boisduvalii. https://scalenet.info/catalogue/diaspis%20boisduvalii/
- Liu H. i in. 2025. Boisduval scale, Diaspis boisduvalii, in southern Florida: herbivory on wild orchids and nativity status. Florida Entomologist. https://doi.org/10.1515/flaent-2024-0065
- Stathas G.J. 2000. Rhyzobius lophanthae prey consumption and fecundity. Phytoparasitica 28:203–211. https://doi.org/10.1007/BF02981798
- Panis A., Pinet C. 2001. Coccidencyrtus malloi as a parasitoid of diaspidid scales under glass in France. Entomologica 33:199–209. https://ojs.uniba.it/index.php/entomol/article/viewFile/868/698
- European Commission. Invertebrate biological control agents against plant pests. https://food.ec.europa.eu/plants/plant-health-and-biosecurity/invertebrate-biological-control-agents-ibcas-against-plant-pests_en
- EPPO. PM 6 Standards on the safe use of biological control. https://www.eppo.int/RESOURCES/eppo_standards/pm6_biocontrol
Większość badań nad skutecznością opisanych organizmów pożytecznych prowadzono w laboratoriach i szklarniach, na roślinach innych niż Phalaenopsis. W tekście oddzielono dobrze poznaną biologię gatunków od ostrożnego przenoszenia zasad ochrony biologicznej do mieszkania. Nazwy handlowe, dawki i dostępność produktów mogą się zmieniać; przed zastosowaniem trzeba sprawdzić etykietę konkretnego preparatu, aktualne przepisy oraz jego zgodność z wcześniej użytymi środkami ochrony roślin.