Dziesięć storczyków – Phalaenopsis robinsonii

dnia

 

Czy ktoś widział tę roślinę?

Nie wiemy, jak dokładnie wyglądał. Nie wiemy, czy pachniał. Nie wiemy nawet, czy nadal istnieje.

Co więcej, nie możemy być całkowicie pewni, czy kiedykolwiek był odrębnym gatunkiem.

Wiemy, że 18 października 1913 roku na wyspie Ambon rosła na drzewie pewna roślina. Miała około pięciu długich, wąskich liści, liczne korzenie i rozgałęziony kwiatostan z białymi, liliowo nakrapianymi kwiatami. Znalazł ją amerykański botanik Charles Budd Robinson, zapisał miejsce, wysokość stanowiska i zebrał okaz, który następnie trafił do zielnika.

Nie zrobił zdjęcia.

Ponad sto lat później właśnie ten brak fotografii jest najważniejszą częścią historii Phal. robinsonii. Rośliny, która raz pozwoliła się odnaleźć, lecz nie pozostawiła nam swojego prawdziwego portretu.

Jeden dzień na Ambonie

Ambon jest niewielką, górzystą wyspą należącą do archipelagu Moluków w Indonezji. Wilgotne lasy, obfite opady i tropikalny klimat tworzą tam doskonałe warunki dla epifitów. Na pniach i gałęziach drzew rosną paprocie, mchy oraz storczyki, które nie potrzebują gleby, lecz światła, powietrza i wody spływającej po korze.

Właśnie tam, w miejscu zapisanym jako Hitoe messen, na wysokości około 600 metrów n.p.m., Charles Budd Robinson zebrał roślinę oznaczoną później numerem 1627.

Robinson był amerykańskim botanikiem związanym z Bureau of Science w Manili. W 1913 roku prowadził badania flory Ambonu, gromadząc materiały, które opracował później holenderski botanik Johannes Jacobus Smith. Wśród zebranych roślin znalazł się falenopsis, którego Smith nie potrafił przypisać do żadnego uznawanego przez siebie gatunku.

Nadał mu nazwę Phalaenopsis robinsonii – na cześć człowieka, który go odnalazł – i opublikował opis w 1917 roku w „The Philippine Journal of Science”.

Od tego momentu storczyk istniał już oficjalnie. Miał nazwę, diagnozę botaniczną, wskazane miejsce pochodzenia oraz zachowany materiał typowy.

Nie miał tylko twarzy.

Co ocalało w zielniku?

Zasuszona roślina traci niemal wszystko, co sprawia, że żywy kwiat natychmiast przyciąga wzrok. Barwy bledną lub zmieniają się. Mięsiste płatki kurczą się i spłaszczają. Wklęsłości, wygięcia oraz przestrzenne ułożenie elementów kwiatu stają się trudne do odtworzenia. Znika połysk powierzchni, zapach i wrażenie, jakie roślina robiła w naturalnym otoczeniu.

Pozostają jednak proporcje, unerwienie, kształt poszczególnych elementów, budowa warżki i prętosłupa. Pozostaje też etykieta, a na niej kilka słów, które po stu latach nabierają ogromnej wartości.

Smith zapisał o kwiatach Phal. robinsonii:

Flowers white with lilac spots.

Kwiaty białe z liliowymi plamkami.

Nie napisał, czy były to drobne punkty, większe nieregularne cętki czy krótkie kreski. Nie wskazał, czy plamy pokrywały wszystkie płatki i działki, czy skupiały się przede wszystkim w ich dolnej części. Nie podał koloru warżki ani intensywności liliowego rysunku.

To bardzo mało, aby namalować portret.

Wystarczająco dużo, aby uruchomić wyobraźnię.

Portret zapisany w milimetrach

Na szczęście opis botaniczny jest znacznie dokładniejszy od notatki dotyczącej koloru.

Phal. robinsonii miał krótki trzon, liczne korzenie i około pięciu liści. Liście były wąskie, niesymetrycznie podłużne, tępe na końcach i stopniowo zwężały się ku nasadzie. W zasuszonym okazie osiągały około 31 cm długości i 5,7 cm szerokości. Nie przypominały więc szerokich, niemal okrągłych liści wielu współczesnych hybryd.

Rozgałęziony kwiatostan był krótszy od liści. Jego oś miała lekko zygzakowaty przebieg i mogła długo wytwarzać kolejne kwiaty. Smith zanotował, że mniej więcej trzy kwiaty pozostawały otwarte jednocześnie. Nie była to zatem obfita kaskada, lecz luźny kwiatostan, na którym poszczególne kwiaty miały sporo miejsca.

Sam kwiat mierzył około 3–3,5 cm. Był znacznie bardziej gwiaździsty niż okrągłe kwiaty popularnych falenopsisów. Mięsista działka grzbietowa była podłużna, wklęsła i tępo zakończona. Działki boczne – dłuższe, wąskie, ukośnie lancetowate i ostro zakończone. Płatki pozostawały nieco szersze od działek bocznych, ale nadal były smukłe i oddzielone od siebie.

Warżka nie miała włosków ani ozdobnych falban. Jej boczne płaty były bardzo małe, trójkątne i lekko odgięte, natomiast płat środkowy miał kształt eliptyczno-łopatkowaty. Wzdłuż jego powierzchni biegł mocny, gładki i wypukły grzbiet. Ta cecha odróżniała opisywaną roślinę od blisko spokrewnionych falenopsisów mających na warżce wyraźny, ząbkowany kil.

Tyle mówi opis.

Cała reszta pozostaje pytaniem.

A może nigdy nie był osobnym gatunkiem?

Zanim spróbujemy odtworzyć wygląd Phal. robinsonii, musimy zadać pytanie jeszcze bardziej podstawowe: czy rzeczywiście był odrębnym gatunkiem?

Royal Botanic Gardens, Kew nadal uznaje Phal. robinsonii za prawidłowy, zaakceptowany takson, którego naturalny zasięg ogranicza się do wyspy Ambon. Jego odrębność nie została jednak potwierdzona przy użyciu współczesnych metod. Nie znamy żywej populacji, nie dysponujemy serią okazów pokazujących naturalną zmienność rośliny ani materiałem genetycznym, który można byłoby porównać z DNA innych falenopsisów.

Cała koncepcja gatunku opiera się na jednym historycznym zbiorze Robinsona i cechach morfologicznych opisanych przez J.J. Smitha.

Jeżeli okaz nr 1627 należał w rzeczywistości do znanego już gatunku, najbardziej prawdopodobnych kandydatów należy szukać wśród falenopsisów występujących na Ambonie i sąsiednich Molukach. Szczególną uwagę zwracają dwa z nich: Phal. amboinensis oraz Phal. deliciosa.

Smith sam uważał Phal. robinsonii za blisko spokrewniony z Phal. amboinensis oraz rośliną opisaną wcześniej jako Phal. hombronii. Rozróżniał te rośliny na podstawie wielkości i proporcji kwiatów, charakteru kwiatostanu oraz szczegółów budowy warżki. U Phal. robinsonii wskazał niewielkie boczne płaty warżki oraz szeroki, gładki grzbiet biegnący przez jej płat środkowy. Brakowało natomiast wyraźnego ząbkowanego kila występującego u porównywanych roślin.

Problem w tym, że współczesna taksonomia nie uznaje już Phal. hombronii za odrębny gatunek. Kew traktuje tę nazwę jako synonim Phal. amboinensis. Smith rozdzielił więc dwa taksony, które późniejsi badacze połączyli.

Nie dowodzi to, że pomylił się również przy opisie Phal. robinsonii. Nakazuje jednak zachować ostrożność.

Phal. amboinensis ma większe kwiaty i odmiennie zbudowaną warżkę, zazwyczaj pokrytą wyraźnym poprzecznym rysunkiem. Okaz Robinsona był mniejszy, biały i liliowo nakrapiany. Mógł jednak reprezentować nietypową, skrajnie rzadką formę miejscowej populacji.

Drugim gatunkiem wartym uwagi jest Phal. deliciosa. Robinson zebrał go na Ambonie, choć roślinę oznaczono wówczas jako Phal. hebe var. amboinensis. Jego kwiaty są jasne i znacznie delikatniejsze niż u Phal. amboinensis, lecz zwykle mniejsze od kwiatu opisanego jako Phal. robinsonii i różnią się budową warżki.

Pozostaje również możliwość naturalnego mieszańca miejscowych falenopsisów albo pojedynczej rośliny o nietypowo rozwiniętych kwiatach. Nie mamy jednak materiału, który pozwoliłby którąkolwiek z tych hipotez potwierdzić.

Bez ponownego odnalezienia rośliny, zbadania żywych kwiatów i przeprowadzenia analiz genetycznych nie rozstrzygniemy, czym naprawdę był okaz nr 1627.

Być może Phal. robinsonii jest zaginionym endemitem Ambonu.

A być może od ponad stu lat osobną nazwę nosi roślina, którą dzisiaj zaliczylibyśmy do jednego z gatunków już znanych.

Trzy możliwe twarze

W przypadku poprzednich bohaterów naszego cyklu mogłam korzystać z fotografii żywych roślin. Przy Phal. robinsonii postanowiłam zrobić coś innego: przygotować trzy hipotetyczne rekonstrukcje.

Każda została oparta na tych samych danych – opisie Smitha, wymiarach poszczególnych elementów kwiatu oraz rysunku materiału typowego. Różnią się jedynie tym, czego dokumentacja nie rozstrzyga: intensywnością i rozmieszczeniem liliowych plam.

Pierwsza wersja pokazuje kwiat niemal biały, z bardzo delikatnym, ledwie widocznym nakrapianiem. Druga otrzymała znacznie wyraźniejsze liliowe cętki. W trzeciej plamy skupiają się przede wszystkim bliżej środka kwiatu, a cała roślina została pokazana na wilgotnym pniu drzewa – z pięcioma wąskimi liśćmi, licznymi korzeniami oraz trzema rozwiniętymi kwiatami.

Kolaż trzech hipotetycznych rekonstrukcji Phalaenopsis robinsonii: dwóch możliwych wariantów kwiatów oraz całej rośliny rosnącej na pniu; każda ilustracja wyraźnie oznaczona jako rekonstrukcja, a nie fotografia gatunku.

Która rekonstrukcja jest najbliższa prawdzie?

Nie wiemy.

Być może jedna z nich przypomina kwiat, który Robinson zobaczył na Ambonie w październiku 1913 roku. Być może wszystkie mieszczą się w naturalnej zmienności jednej populacji. Możliwe też, że żadna nie oddaje właściwego odcienia, faktury ani przestrzennego ułożenia płatków.

Dlatego na każdej ilustracji znajduje się znak zapytania oraz wyraźna informacja, że nie jest to fotografia Phal. robinsonii. Realistyczna rekonstrukcja pozbawiona takiego oznaczenia mogłaby zostać skopiowana, oderwana od artykułu i po pewnym czasie zacząć krążyć w internecie jako rzekome zdjęcie odnalezionego gatunku.

Wyobraźnia może pomagać nam zbliżyć się do przeszłości.

Nie powinna jednak udawać dowodu.

A fotografia, którą można znaleźć w sieci?

W internecie pojawiają się zdjęcia podpisane nazwą Phal. robinsonii. Problem polega na tym, że ich identyfikacja nie została wiarygodnie potwierdzona. Jedno ze źródeł publikujących taką fotografię samo ostrzega, że przedstawiony kwiat jest jedynie podobny do opisu J.J. Smitha, lecz nie odpowiada mu dokładnie.

To bardzo ważne rozróżnienie. Roślina przypominająca zaginiony gatunek nie staje się nim tylko dlatego, że ktoś wpisał jego nazwę pod zdjęciem.

Podobieństwo kwiatów spokrewnionych falenopsisów może prowadzić do pomyłek, szczególnie gdy próbuje się dopasować żywą roślinę do opisu sporządzonego na podstawie materiału mającego ponad sto lat.

Na razie nie dysponujemy fotografią, którą można byłoby bezpiecznie uznać za udokumentowany portret żywego Phal. robinsonii.

Czy ten gatunek jeszcze istnieje?

Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie wiemy.

Brak współczesnych fotografii i potwierdzonych obserwacji nie jest dowodem wymarcia. Tropikalny las nie przypomina uporządkowanej kolekcji, w której każda roślina ma etykietę. Niewielki epifit może rosnąć wysoko na drzewach, zakwitać krótko, występować na bardzo małym obszarze i przez dziesięciolecia pozostawać niezauważony.

Z drugiej strony Ambon nie jest wyspą odizolowaną od działalności człowieka. Wylesianie, przekształcanie siedlisk, rozwój osadnictwa i pozyskiwanie roślin mogły poważnie ograniczyć miejsca, w których gatunek był zdolny przetrwać.

Uznawanie Phal. robinsonii przez Kew za odrębny gatunek nie potwierdza istnienia współczesnej populacji. Oznacza jedynie, że zachowany materiał i jego opis są obecnie uznawane za wystarczające do odróżnienia tej rośliny od innych taksonów.

Możliwe więc, że Phal. robinsonii zniknął. Możliwe, że przetrwał w niewielkiej populacji. Możliwe również, że podobne rośliny nadal występują na Molukach, lecz są dziś klasyfikowane pod inną nazwą.

A może rośnie gdzieś na wilgotnym pniu, wysoko nad ziemią, i co pewien czas otwiera trzy białe kwiaty z liliowymi plamkami, zupełnie nieświadomy, że od ponad stu lat próbujemy sobie przypomnieć jego twarz.

Dlaczego znalazł się w naszej dziesiątce?

Nie jest najbardziej barwnym falenopsisem. Nie ma największych kwiatów ani najbardziej niezwykłej warżki. Jego wyjątkowość polega na czymś innym.

Phal. robinsonii pokazuje, jak cienka granica oddziela istnienie gatunku od jego całkowitego zniknięcia z naszej wiedzy. Jedna wyprawa, jeden znaleziony okaz, kilka zdań zapisanych na etykiecie i opis opublikowany cztery lata później – tyle wystarczyło, aby storczyk otrzymał naukową nazwę. Nie wystarczyło jednak, aby zachować jego żywy wizerunek i rozstrzygnąć jego prawdziwą tożsamość.

Właśnie dlatego stał się piątym bohaterem naszego cyklu. W połowie opowieści o dziesięciu niezwykłych falenopsisach spotykamy roślinę, której nie możemy naprawdę zobaczyć.

Nie wiemy, jak dokładnie wyglądała.

Nie wiemy, czy nadal istnieje.

Nie wiemy nawet, czy była odrębnym gatunkiem.

Możemy tylko odczytać zapisane w milimetrach proporcje, przyjrzeć się zasuszonym fragmentom i wyobrazić sobie biel pokrytą liliowymi plamkami.

A potem zadać pytanie:

Czy gdzieś na Ambonie nadal kwitnie storczyk, którego ostatni pewny portret istnieje wyłącznie w zielniku?

A może największa zagadka naszej dziesiątki od początku nie polegała na tym, gdzie go szukać, lecz czego właściwie szukamy?


Informacja o ilustracjach

Przedstawione w artykule obrazy są hipotetycznymi rekonstrukcjami możliwego wyglądu rośliny opisanej jako Phalaenopsis robinsonii. Opracowano je na podstawie pierwotnego opisu J.J. Smitha z 1917 roku oraz rysunku materiału typowego. Nie są fotografiami żywego gatunku. Rozmieszczenie i intensywność liliowych plam, barwa warżki oraz część przestrzennych szczegółów kwiatu pozostają elementami interpretacji.

Źródła

J.J. Smith, 1917, „Die Orchideen von Amboina”, The Philippine Journal of Science, Section C, 12: 259–260.

Royal Botanic Gardens, Kew, Plants of the World Online: Phalaenopsis robinsonii J.J.Sm., Phalaenopsis amboinensis J.J.Sm. oraz Phalaenopsis deliciosa Rchb.f.

E.A. Christenson, 2001, Phalaenopsis: A Monograph, Timber Press.