Dziesięć storczyków – Phalaenopsis lowii

dnia

Storczyk, który zniknął dwa razy

Najpierw zgubił liście. Potem na ponad sto lat zgubił się botanikom. Kiedy wreszcie powrócił, zrobił to z nosem tak osobliwym, że trudno pomylić go z jakimkolwiek innym przedstawicielem rodzaju Phalaenopsis.

Phalaenopsis lowii nie jest storczykiem, który próbuje przypodobać się wszystkim. Nie ma ogromnych, idealnie okrągłych kwiatów, nie układa płatków według zasad obowiązujących na wystawach i najwyraźniej nie otrzymał instrukcji, że falenopsis powinien przez cały rok wyglądać jak porządna roślina doniczkowa. Potrafi zrzucić wszystkie liście, pozostać niemal samymi korzeniami, przeczekać niesprzyjający okres, a potem powrócić do życia.

Jakby tego było mało, nosi kwiaty wyposażone w długi, zakrzywiony „nos”. I właśnie dlatego został czwartym bohaterem naszego cyklu o dziesięciu najbardziej niezwykłych i najrzadziej spotykanych gatunkach Phalaenopsis.

Z Mjanmy do europejskich szklarni

Historia Phalaenopsis lowii rozpoczyna się w połowie XIX wieku w okolicach Moulmein, dzisiejszego Mawlamyine w Mjanmie. Roślinę odnalazł Charles Samuel Parish – anglikański duchowny, misjonarz i niezwykle zasłużony badacz tamtejszych storczyków. To dzięki jego zbiorom europejska botanika poznała wiele gatunków występujących w tej części Azji.

Nowy falenopsis został formalnie opisany w 1862 roku przez Heinricha Gustava Reichenbacha, jednego z najważniejszych orchidologów swojej epoki. Nazwa lowii upamiętniała Hugh Lowa, brytyjskiego przyrodnika i kolekcjonera roślin, związanego również z firmą ogrodniczą Low & Co., która wprowadziła ten gatunek do europejskich kolekcji.

Przez pewien czas Phalaenopsis lowii był znany hodowcom. Nigdy jednak nie należał do storczyków łatwych ani powszechnie dostępnych. Stopniowo znikał ze szklarni, a kolejni badacze nie odnajdywali go również na naturalnych stanowiskach. Pozostawały dawne opisy, ryciny, zasuszone okazy i coraz bardziej niewygodne pytanie: czy ta osobliwa roślina nadal istnieje?

Powrót po ponad stu latach

Przełom nastąpił dopiero pod koniec XX wieku. W 1996 roku duński botanik Gunnar Seidenfaden opublikował pracę o tytule, który nie pozostawiał miejsca na wątpliwości: „The reappearance of Phalaenopsis lowii (Orchidaceae) in Thailand”.

Seidenfaden przypomniał, że wiele roślin opisanych na podstawie dziewiętnastowiecznych zbiorów Parisha nigdy nie zostało odnalezionych przez późniejszych badaczy. Phalaenopsis lowii należał do tej botanicznej grupy zaginionych. Po ponad stu latach został jednak ponownie odnotowany w rejonie granicy Mjanmy i Tajlandii.

Nie powrócił z niebytu. Przez cały czas istniał tam, gdzie człowiek nie potrafił lub nie miał okazji go znaleźć. Zaginął jedynie na naszych listach, w zielnikach i kolekcjach.

Obecnie Royal Botanic Gardens, Kew uznaje Phalaenopsis lowii za odrębny, zaakceptowany gatunek o naturalnym zasięgu obejmującym Mjanmę oraz zachodnią Tajlandię. To obszar niewielki, a sama roślina nadal należy do falenopsisów wyjątkowo rzadko spotykanych.

Czy Pinokio był storczykiem?

Kwiaty Phalaenopsis lowii osiągają zwykle około 4–5 centymetrów średnicy. W stosunku do niewielkiej rośliny wyglądają całkiem okazale. Płatki i działki kielicha są jasne, białe lub delikatnie zaróżowione, natomiast warżka przybiera intensywniejszą, różową albo purpurową barwę.

Całą uwagę kradnie jednak długa, łukowato wygięta struktura wystająca ze środka kwiatu. Wygląda jak trąbka, dziób egzotycznego ptaka albo nos Pinokia, który właśnie po raz kolejny minął się z prawdą.

Nie jest to jednak warżka, jak można czasem przeczytać w popularnych opisach. Ów „nos” tworzy niezwykle wydłużone rostellum – część prętosłupa, która w kwiatach storczyków oddziela pyłkowiny od powierzchni znamienia i pomaga kontrolować przebieg zapylenia.

Ta cecha jest tak charakterystyczna, że znalazła odbicie w dawnej nazwie Phalaenopsis proboscidioides. Łacińskie określenie nawiązywało do trąby lub ryjka. Nazwa nie jest dziś przyjmowana jako prawidłowa nazwa gatunku, ale trudno odmówić jej celności. Jeśli jakiś falenopsis rzeczywiście zasługiwał na botaniczny odpowiednik przydomka „trąbonosy”, to właśnie ten.

Falenopsis, który nie potrzebuje liści

Jeszcze bardziej niezwykły od kwiatów jest sposób, w jaki Phalaenopsis lowii radzi sobie ze zmianami pór roku.

W miejscach jego występowania okresy bardzo wilgotne przeplatają się z wyraźnie suchszymi. Podczas sezonu wzrostu roślina rozwija niewielką liczbę mięsistych liści, gromadzi zasoby i korzysta z obfitości wody. Kiedy warunki się zmieniają, może zrzucić wszystkie liście.

Dla opiekuna przyzwyczajonego do popularnych falenopsisów taki widok oznaczałby natychmiastowe ogłoszenie katastrofy, wezwanie storczykowego pogotowia oraz rozpoczęcie śledztwa w sprawie zgnilizny trzonu. W przypadku Phalaenopsis lowii nie musi jednak oznaczać śmierci. To część jego naturalnej strategii przetrwania.

Po utracie liści pozostają liczne, spłaszczone korzenie. Nie są one jedynie przewodami doprowadzającymi wodę. Zawierają chlorofil, mogą prowadzić fotosyntezę i pozwalają roślinie przetrwać okres, w którym utrzymywanie liści byłoby zbyt kosztowne.

Nie każda roślina w uprawie musi tracić wszystkie liście. Zależy to od warunków, pochodzenia konkretnego okazu i wyrazistości sezonowego rytmu. Nie wolno też traktować tego zachowania jako zachęty do brutalnego przesuszania rośliny. W naturze nawet w porze suchej korzenie mogą korzystać z rosy, mgły i wilgoci osiadającej nocą na skałach oraz korze drzew. Sucho nie zawsze znaczy tam to samo, co sucho na parapecie nad kaloryferem.

Pomiędzy drzewem a wapienną skałą

Phalaenopsis lowii jest przede wszystkim epifitem, ale obserwowano go również w silnym związku z wapiennymi skałami. Może osiedlać się na drzewach i krzewach wyrastających wśród wapiennych wzniesień, a także przyczepiać korzenie bezpośrednio do skał lub wykorzystywać szczeliny, w których zgromadziła się niewielka ilość materii organicznej.

Takie stanowiska pomagają zrozumieć jego pozornie sprzeczne wymagania. W sezonie deszczowym dociera tam mnóstwo wody, ale spływa ona szybko i nie tworzy wokół korzeni ciężkiego, stale mokrego podłoża. Roślina otrzymuje światło, wilgoć oraz ruch powietrza, a jednocześnie jej korzenie nie są zamknięte w dusznej doniczce.

Nie jest to więc miniaturowy falenopsis, którego można po prostu posadzić w drobnej korze i ustawić obok marketowej hybrydy. Odtworzenie jego rytmu życia wymaga zrozumienia całego siedliska: sezonowości opadów, wilgotnych nocy, przewiewu, jasnego stanowiska i niemal całkowicie odsłoniętych korzeni.

Piękny, ale nie dla każdego

Rzadkość wzbudza pożądanie. W przypadku Phalaenopsis lowii właśnie pożądanie może jednak stanowić zagrożenie. Niewielki zasięg, wyspecjalizowane siedlisko i trudności w uprawie sprawiają, że nie powinien być traktowany jak kolejne trofeum do odhaczenia na liście kolekcjonerskich zdobyczy.

Jeśli roślina pojawia się w sprzedaży, powinna pochodzić z legalnego rozmnażania, najlepiej laboratoryjnego. Sama możliwość jej kupienia nie oznacza jeszcze, że każdy powinien to zrobić. Utrzymanie przy życiu wyjątkowo wymagającego gatunku jest czymś zupełnie innym niż posiadanie go przez kilka miesięcy.

W dobrych rękach, w wyspecjalizowanej kolekcji lub ogrodzie botanicznym, Phalaenopsis lowii może być częścią ochrony gatunku i źródłem materiału do dalszego rozmnażania. W rękach osoby skuszonej wyłącznie rzadką nazwą staje się delikatną pamiątką po siedlisku, którego nie da się odtworzyć za pomocą spryskiwacza i dobrych chęci.

Dlaczego znalazł się w naszej dziesiątce?

Nie tylko dlatego, że jest rzadki. Rzadkość bez interesującej historii byłaby jedynie liczbą.

Phalaenopsis lowii znalazł się tutaj, ponieważ przeczy niemal wszystkiemu, co zwykle kojarzymy z falenopsisami. Zrzuca liście. Fotosyntezuje korzeniami. Osiedla się wśród wapiennych skał. Ma kwiat zakończony przedziwnym, wydłużonym rostellum. Zniknął z pola widzenia nauki na ponad sto lat, a potem został odnaleziony w miejscu, w którym niecierpliwie czekał, aż ponownie nauczymy się patrzeć.

To nie jest storczyk, który potrzebuje naszej zachłanności. Potrzebuje uważności, ochrony siedlisk i ludzi potrafiących odróżnić zachwyt od pragnienia posiadania.

Możemy więc popatrzeć na jego osobliwy kwiat, uśmiechnąć się do nosa Pinokia i pozwolić mu pozostać tym, czym jest naprawdę: jednym z najbardziej niezwykłych falenopsisów świata.


Źródła:

Royal Botanic Gardens, Kew, Plants of the World Online: Phalaenopsis lowii Rchb.f.

Seidenfaden G., 1996, „The reappearance of Phalaenopsis lowii (Orchidaceae) in Thailand”, Nordic Journal of Botany 16: 283–286.

American Orchid Society, „Phalaenopsis – The Genus”.

Reichenbach H.G., 1862, pierwotny opis Phalaenopsis lowii, Botanische Zeitung 20: 214.

 

© 2026 Marzenna Kielan. Tekst, koncepcja oraz opracowanie ilustracji chronione prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.