Pochylasz się nad kwiatem, przymykasz oczy i z przyjemnością wciągasz powietrze. Wyczuwasz cytrusy, konwalię, miód, wanilię, może coś, co w katalogu perfum należałoby opisać jako „ciepłą nutę tropikalnego wieczoru”. Przez chwilę możesz nawet odnieść wrażenie, że storczyk pachnie właśnie dla Ciebie — że zapach jest jeszcze jednym elementem jego urody, obok aksamitnych płatków, niezwykłych barw i kształtów wyglądających tak, jakby ewolucja od czasu do czasu porzucała umiar i urządzała sobie bal.
To bardzo miłe przekonanie. Równie uzasadnione jak pogląd, że neon nad nocnym klubem zapala się specjalnie dla przypadkowego przechodnia.
Kwiat nie pachnie dla Ciebie. Nie interesuje go, czy rozpoznasz w jego woni linalol, geraniol albo słodką nutę, która przypomni Ci ogród z dzieciństwa. Jego zapach jest wiadomością wysłaną do zupełnie innego odbiorcy. Może oznaczać pokarm, obietnicę nagrody, obecność partnerki, dobre miejsce do złożenia jaj albo rozkładającą się materię, przy której warto zatrzymać się na dłużej.
Wiadomość bywa uczciwa. Czasem jest lekko podkoloryzowana. Niekiedy zaś okazuje się bezczelnym fałszerstwem sporządzonym z taką precyzją, że oszukany owad nie tylko daje się zwabić, lecz wykonuje przy okazji całą pracę potrzebną storczykowi do rozmnażania.
I nawet nie dostaje za to kawy.
Bukiet zapisany cząsteczkami
Zapach nie ma kształtu ani koloru. Nie widzisz, jak opuszcza kwiat, prześlizguje się między liśćmi i rozprasza w powietrzu. A jednak wystarczy niewielka liczba jego cząsteczek, by owad zmienił kierunek lotu, porzucił dotychczasowe zajęcia i ruszył ku obietnicy, której źródła jeszcze nawet nie dostrzega.
To, co nazywamy zapachem kwiatu, jest mieszaniną lotnych związków organicznych — VOC, od angielskiego volatile organic compounds. Są to stosunkowo niewielkie cząsteczki, które mogą przedostawać się do powietrza i zostać wykryte przez narządy węchu zwierząt.
Kwiatowy bukiet może składać się z kilku, kilkudziesięciu, a czasami znacznie większej liczby związków. Należą do różnych grup chemicznych: terpenoidów, benzenoidów i fenylopropanoidów, pochodnych kwasów tłuszczowych oraz innych substancji lotnych. Wśród nich pojawiają się linalol, geraniol, eugenol, octan benzylu, aldehyd benzoesowy, różne alkohole, estry, ketony i węglowodory.
Lista nazw niewiele jednak mówi o samym zapachu. O jego charakterze decyduje nie tylko obecność poszczególnych substancji, lecz również ich ilość, wzajemne proporcje, tempo uwalniania i pora emisji. Ten sam związek może występować u wielu gatunków, ale w każdym zostaje wpleciony w inną kompozycję.
Roślina nie musi zatem wynajdować cząsteczki, której świat jeszcze nie widział. Czasem wystarczy, że użyje znanych składników w odpowiednich proporcjach — podobnie jak perfumiarz, który z tych samych surowców potrafi stworzyć zarówno zapach eleganckiego salonu, jak i kompozycję sugerującą, że w piwnicy od trzech dni leży coś, o czym rodzina wolałaby nie rozmawiać.
Dla człowieka dwa kwiaty mogą pachnieć niemal identycznie. Owad może natomiast odczytać różnice, których nasz nos w ogóle nie rejestruje. Niektóre składniki występują w stężeniach zbyt małych, abyśmy świadomie je wyczuli, a mimo to wpływają na zachowanie zapylacza. Liczy się cały akord chemiczny, nie tylko nuta, którą potrafimy nazwać.
Zapach kwiatu przypomina więc nie tyle perfumy, ile zaszyfrowaną wiadomość. Człowiek wyłapuje z niej kilka przyjemnych słów. Owad czyta instrukcję.
Kwiatowa perfumeria
Zanim zapach wydostanie się w powietrze i zacznie mieszać w cudzym życiu, musi najpierw powstać w komórkach kwiatu.
Tworzące go związki są wytwarzane dzięki wyspecjalizowanym szlakom metabolicznym. Ich prekursorami bywają substancje uczestniczące również w innych procesach życiowych rośliny, lecz w odpowiednich tkankach zostają skierowane do produkcji związków lotnych.
Nie istnieje jeden uniwersalny storczykowy flakon. U różnych gatunków zapach może być wytwarzany i uwalniany przez odmienne części kwiatu: listki okwiatu, warżkę, prętosłup albo wyspecjalizowane obszary epidermy. Czasem powstają wyraźne osmofory — tkanki lub struktury przystosowane do produkcji i emisji woni. U innych roślin granica między „gruczołem zapachowym” a zwykłą powierzchnią kwiatu okazuje się znacznie mniej oczywista.
Komórki aktywnie uczestniczące w wytwarzaniu woni prowadzą intensywny metabolizm. Potrzebują enzymów, energii, materiałów wyjściowych oraz sprawnego transportu powstających substancji. Nie zawsze przechowują gotowy zapach w zbiorniczkach z olejkiem, czekających jedynie na odpowiednio ciepły dzień. Wiele związków może być produkowanych niemal na bieżąco, a następnie pokonywać kolejne bariery komórkowe i przenikać przez kutykulę do atmosfery.
Proces kontrolują geny regulujące pracę enzymów, rozwój tkanek oraz porę emisji. Kwiat nie otwiera więc rano przypadkowej szafki z aromatami. Uruchamia określone fragmenty aparatury metabolicznej, zwiększa produkcję wybranych cząsteczek i wypuszcza je w powietrze zgodnie z harmonogramem, którego istnienia jeszcze niedawno mogliśmy się jedynie domyślać.
Perfumeria jest niewielka, lecz zarządzana z precyzją, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna firma posiadająca dział planowania, system premiowy i sześć osób odpowiedzialnych za kalendarz.
Zegar ukryty w Phalaenopsis bellina
Wśród pachnących falenopsisów szczególne miejsce zajmuje Phalaenopsis bellina. Jej kwiaty wytwarzają przede wszystkim monoterpeny, wśród których ważną rolę odgrywają linalol, geraniol oraz ich pochodne. Zapach bywa opisywany jako słodki, cytrusowy i kwiatowy, ale ludzki opis jest tylko bladym tłumaczeniem chemicznego komunikatu.
Badania wykazały, że emisja monoterpenów u P. bellina zmienia się w ciągu doby. Jest związana ze światłem, lecz nie zależy wyłącznie od tego, czy dzień właśnie się rozpoczął. Uczestniczy w niej również rytm okołodobowy — wewnętrzny mechanizm odmierzający czas.
To bardzo ważna różnica. Gdyby emisją sterowało jedynie światło, kwiat pachniałby po prostu wtedy, gdy jest jasno. Rytm biologiczny pozwala mu przewidywać porę dnia i przygotowywać się do wysłania sygnału w określonym czasie.
Roślina nie posiada zegarka, kalendarza ani sekretarki wpisującej wizyty owadów do terminarza. Ma za to sieć genów, białek regulatorowych i reakcji komórkowych, które wspólnie tworzą harmonogram zadziwiająco precyzyjny.
W przypadku P. bellina naukowcy zidentyfikowali enzymy uczestniczące w powstawaniu monoterpenów oraz czynniki transkrypcyjne wpływające na aktywność odpowiednich genów. Jednym z ważnych elementów systemu jest syntaza difosforanu geranylu, PbGDPS, dostarczająca związku wyjściowego do ich biosyntezy.
W badaniach porównywano pachnącą P. bellina z bezwonnym P. aphrodite. W pełni rozwiniętych kwiatach P. bellina linalol, geraniol i ich pochodne stanowiły znaczną część wykrytych związków lotnych. U P. aphrodite w warunkach tego doświadczenia nie wykryto substancji zapachowych.
To, co dla człowieka jest różnicą między „pachnie” a „nie pachnie”, na poziomie komórki okazuje się rezultatem odmiennej aktywności całych zespołów genów. W P. aphrodite stwierdzono między innymi bardzo niską aktywność odpowiednika czynnika transkrypcyjnego bHLH4 oraz zmiany w jego sekwencji.
Badacze zdołali nawet przejściowo uruchomić część produkcji monoterpenów w bezwonnym storczyku, wprowadzając do jego tkanek aktywny PbbHLH4. Nie oznacza to jeszcze, że jeden gen jest prostym „włącznikiem zapachu”. Pokazuje jednak, jak ważną rolę może odgrywać regulacja całej aparatury biosyntetycznej.
Zapach nie jest mgiełką dodaną do gotowego kwiatu na zakończenie produkcji. Jest cechą rozwijającą się wraz z nim i głęboko zapisaną w działaniu jego metabolizmu.
Kwiat nie pachnie bez powodu ani bez końca
Produkcja zapachu wymaga metabolicznej inwestycji. Roślina musi wytworzyć odpowiednie enzymy, dostarczyć im substratów i energii oraz utrzymać aktywność tkanek produkujących i uwalniających związki lotne. Nie jest to wydatek rujnujący storczyka, lecz również nie jest gest całkowicie bezkosztowny.
Wydatki mają sens, jeśli zwiększają szansę na zapylenie. Nie ma natomiast powodu, by ponosić je przez całą dobę, bez względu na obecność odbiorcy.
Dlatego emisja zapachu może zmieniać się wraz z wiekiem kwiatu i porą dnia. U P. bellina uwalnianie monoterpenów rozpoczynało się w czasie otwierania kwiatu, wyraźnie wzrastało już następnego dnia, osiągało wysoki poziom około piątego dnia po rozwinięciu i utrzymywało się na zbliżonym poziomie mniej więcej do dnia dziewiątego. Później stopniowo malało.
Kwiat najpierw dojrzewa do roli nadawcy, następnie wysyła sygnał z największą intensywnością, a z czasem ogranicza działalność.
U niektórych storczyków zapach zmienia się również po zapyleniu. W doświadczeniach z Ophrys sphegodes zapylone kwiaty wydzielały po dwóch–czterech dniach mniej związków lotnych i tworzyły inny bukiet niż kwiaty niezapylone. Trzeciego dnia po zapyleniu były także wyraźnie mniej atrakcyjne dla samców Andrena nigroaenea.
Autorzy przypuszczają, że taka zmiana może kierować zapylacze ku kwiatom, które nadal czekają na odwiedziny.
Jest w tym bezlitosna gospodarność. Kiedy przesyłka została odebrana i pyłek trafił tam, gdzie powinien, dalsze nadawanie ogłoszenia matrymonialnego byłoby marnotrawstwem. Lokal jest już zajęty, interes został zawarty, a kolejni zalotnicy nie są potrzebni.
Kwiat może więc przyciszyć zapach, zanim owad zdąży opowiedzieć kolegom, co go spotkało.
Uczciwa obietnica nagrody
Nie każdy storczyk kłamie. Niektóre poprzestają na uczciwym uwodzeniu — co w tej rodzinie roślin należy docenić, nawet jeśli nie powinno się od razu wystawiać im świadectwa moralności.
Wiele gatunków oferuje zapylaczom rzeczywistą nagrodę: nektar, olejki, substancje zapachowe albo inne materiały, które zwierzę może wykorzystać.
W takim układzie zapach pełni funkcję reklamy. Informuje, że w określonym miejscu znajduje się pożywienie lub inny cenny zasób. Kwiat zyskuje transport pyłkowin, a zwierzę otrzymuje zapłatę. Nie jest to przyjaźń w ludzkim rozumieniu, lecz wymiana usług utrwalona przez ewolucję.
Nawet uczciwa reklama musi jednak dotrzeć do odpowiedniego klienta. Zbyt ogólny zapach mógłby przyciągać zwierzęta, które zabiorą nagrodę, ale nie dotkną prętosłupa we właściwy sposób.
Budowa storczykowego kwiatu wymaga często bardzo konkretnego zachowania: wejścia z odpowiedniej strony, oparcia się o właściwe miejsce albo wciśnięcia ciała w przejście, którego projektant najwyraźniej nie konsultował z inspektorem bezpieczeństwa.
Zapach, kształt i kolor działają zatem wspólnie. Woń sprowadza gościa, a architektura kwiatu ustawia go w pozycji, w której pyłkowiny mogą zostać przyklejone do głowy, tułowia albo innej części ciała.
Zapylacz przychodzi po nagrodę. Storczyk wręcza mu przy okazji paczkę.
Obietnica bez pokrycia
Znaczna część storczyków nie oferuje zapylaczom żadnego pożywienia. Korzysta z sygnałów, które zwierzęta nauczyły się kojarzyć z nagrodą, choć za obietnicą nie stoi nic poza sprawnie ustawioną pułapką.
Kwiat może przypominać wyglądem i zapachem roślinę nektarodajną. Może imitować woń grzybów, przejrzałych owoców, odchodów, padliny albo miejsca odpowiedniego do złożenia jaj. Zapylacz reaguje nie dlatego, że jest nierozgarnięty, lecz dlatego, że w jego naturalnym świecie podobny sygnał zazwyczaj prowadzi do czegoś wartościowego.
Ewolucja wykorzystuje istniejące preferencje. Nie musi uczyć owada nowej miłości. Wystarczy, że storczyk zacznie wystarczająco dobrze naśladować to, czego owad już pragnie.
Oszustwo nie może być jednak zbyt powszechne. Jeśli każdy kwiat o określonym wyglądzie i zapachu okaże się pustym lokalem, zwierzę może nauczyć się go omijać albo dobór naturalny zacznie sprzyjać osobnikom mniej podatnym na fałszywy sygnał. Storczyk korzysta zatem z zaufania zbudowanego przez uczciwszych uczestników rynku.
To mechanizm znany również człowiekowi, choć rośliny prowadziły marketing wprowadzający w błąd na długo przed wynalezieniem promocji „do wyczerpania zapasów”.
Kwiat, który udaje samicę
Najbardziej namiętną, a zarazem najbardziej bezczelną formą storczykowego oszustwa jest zwodzenie seksualne. Wyspecjalizowały się w nim między innymi europejskie storczyki z rodzaju Ophrys.
Ich kwiaty przypominają samice określonych owadów nie tylko wyglądem. Wytwarzają również mieszaniny związków naśladujące elementy ich sygnału płciowego.
U Ophrys sphegodes wykazano, że na powierzchni warżki występują związki podobne do obecnych na kutykuli dziewiczych samic Andrena nigroaenea. Ważne są między innymi n-alkany i n-alkeny oraz ich wzajemne proporcje. Część tych substancji nie jest chemiczną osobliwością stworzoną wyłącznie dla miłosnego oszustwa. Węglowodory kutykularne pełnią u organizmów także bardziej przyziemne funkcje, na przykład pomagają ograniczać utratę wody.
Ewolucja po raz kolejny nie zbudowała całkiem nowej maszyny. Znalazła istniejące związki, zmieniła proporcje i odkryła, że można dzięki nim wywołać u samca decyzje, których nie podjąłby po spokojnym zapoznaniu się z pełną dokumentacją.
Zapach prowadzi go coraz bliżej. Z daleka wystarcza chemiczna obietnica; przy lądowaniu dołączają do niej barwa, owłosienie i struktura warżki. Samiec nie ogląda kwiatu jak botanik pochylony nad kluczem do oznaczania gatunków. Przylatuje rozpalony nadzieją, a nadzieja — również u owadów — nie zawsze sprzyja krytycznej analizie materiału dowodowego.
Owad ląduje i podejmuje próbę kopulacji z kwiatem. Podczas pseudokopulacji jego ciało zostaje ustawione tak, by zetknęło się z pyłkowinami. Te przyklejają się do niego i opuszczają kwiat razem z niedoszłym kochankiem.
Samiec odlatuje bez partnerki, bez nagrody i z bagażem, którego nie zamawiał.
Jeżeli ponownie da się zwieść kwiatowi tego samego gatunku, pyłkowiny trafią na znamię i dojdzie do zapylenia. Z punktu widzenia storczyka randka przebiegła znakomicie.
Z punktu widzenia owada protokół ze spotkania mógłby wyglądać nieco inaczej.
Zapach, który staje się granicą między gatunkami
Seksualne oszustwo bywa niezwykle swoiste. Jeden gatunek storczyka może przyciągać samce jednego lub bardzo niewielu gatunków owadów. Drobna zmiana składu bukietu może sprawić, że kwiat przestanie interesować dotychczasowego zapylacza, a zacznie wabić innego.
Zapach może w ten sposób uczestniczyć w izolacji rozrodczej. Jeżeli dwie populacje storczyków korzystają z innych zapylaczy, przepływ pyłku między nimi zostaje ograniczony, nawet gdy rosną na tym samym obszarze i kwitną w podobnym czasie.
Granica między gatunkami nie musi mieć postaci pasma górskiego, oceanu ani setek kilometrów lasu. Czasami tworzy ją kilka atomów węgla więcej, inna pozycja wiązania podwójnego albo zmieniona proporcja dwóch substancji.
Dla człowieka oba kwiaty mogą pachnieć podobnie. Dla owada jeden jest upragnioną partnerką, a drugi rośliną, z którą najwyraźniej nic go nie łączy.
Trudno o piękniejszą ilustrację tego, jak chemia przechodzi w zachowanie, zachowanie w dobór naturalny, a dobór naturalny — w ewolucję.
Pszczoła, która komponuje własne perfumy
W tropikalnych lasach Ameryki Środkowej i Południowej żyją pszczoły Euglossini, nazywane pszczołami orchideowymi. Ich samce zajmują się działalnością, która u większości zwierząt wydałaby się ekstrawagancka nawet w okresie godowym: zbierają substancje zapachowe z kwiatów oraz innych źródeł, a następnie tworzą z nich własne perfumy.
Nie zjadają woni i nie zabierają jej do gniazda jako pokarmu. Zbierają związki przednimi odnóżami, przenoszą je dalej i magazynują w wyspecjalizowanych przestrzeniach znajdujących się na tylnych goleniach. Później uwalniają zgromadzoną mieszaninę podczas pokazów godowych.
Każdy samiec komponuje zapach przez znaczną część życia. Jego perfumy zmieniają się wraz z wiekiem, kolejnymi wyprawami i dostępnością źródeł. Wiemy już, że mieszaniny te uczestniczą w zalotach i rozpoznawaniu partnerów, choć nadal nie znamy całej treści wiadomości odczytywanej przez samicę.
Być może bogaty bukiet świadczy o wieku, doświadczeniu albo sprawności zbieracza. Być może zawiera jeszcze inne informacje. Samica najwyraźniej rozumie więcej niż my — co w kontaktach z samcami nie byłoby szczególnie zaskakujące.
Innymi słowy, samiec nie przynosi kwiatów. Sam stara się nimi pachnieć.
Zanim jednak zaprezentuje kompozycję samicy, przez tygodnie przemierza las w poszukiwaniu kolejnych nut. Jest jednocześnie zbieraczem, perfumiarzem i żywym flakonem, choć zapewne żadnego z tych określeń nie uznałby za dostatecznie męskie.
Storczyki z grup takich jak Stanhopeinae i Catasetinae wykorzystują tę pasję. Nie muszą oferować nektaru. Wytwarzają substancje, których samce pożądają jako składników własnych perfum. Pszczoła przylatuje, by zebrać zapach, a budowa kwiatu kieruje ją w stronę pyłkowin.
U niektórych storczyków mechanizm przybiera formę niemal teatralną. Owad ześlizguje się, wpada w odpowiednio ukształtowaną część kwiatu albo zostaje zmuszony do opuszczenia go jedyną możliwą drogą. W przejściu czeka aparat pyłkowy.
Roślina oddaje nieco perfum. W zamian korzysta z całej pszczoły.
To układ uczciwszy niż historia Ophrys, ponieważ samiec rzeczywiście otrzymuje pożądane substancje. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że umowę przygotował prawnik zatrudniony przez storczyka.
Stanhopea — kilka dni szaleństwa
Kwiaty Stanhopea żyją krótko, lecz nie mają zwyczaju odchodzić niezauważone. Są duże, niezwykle zbudowane i potrafią wydzielać intensywne, złożone wonie przyciągające samce pszczół orchideowych.
Zapach nie stanowi u nich tła dla kwiatu. Jest centralnym elementem całej strategii rozmnażania. Określone mieszaniny mogą przyciągać tylko część gatunków pszczół żyjących w tej samej okolicy. Tak swoiste preferencje zapylaczy mogą ograniczać przenoszenie pyłkowin między różnymi gatunkami storczyków i uczestniczyć w utrzymywaniu ich odrębności.
Stanhopea nie inwestuje w wielotygodniową, spokojną ekspozycję na parapecie. Jej kwiat wygląda raczej jak przedsięwzięcie, które pochłonęło cały budżet, zatrudniło orkiestrę, otworzyło drzwi na kilka dni, a potem zwinęło lokal, zanim ktokolwiek zdążył zapytać o koszty.
Krótki czas kwitnienia rekompensuje intensywnością. Jeżeli odpowiedni zapylacz ma zostać sprowadzony z otaczającego lasu, nie wystarczy półgłosem wspomnieć, że być może coś się dzieje. Trzeba wysłać wiadomość, której nie da się pomylić z niczym innym.
Kiedy piękno pachnie śmiercią
Ludzki nos lubi opowiadać o kwiatach językiem słodyczy: miód, owoce, wanilia, cytrusy. Storczyki nie czują się jednak zobowiązane do przestrzegania zasad perfumerii opracowanych dla naszych salonów.
Dla muchówek związanych z padliną, odchodami, grzybami albo rozkładającą się materią zapach, który człowiek uznałby za odrażający, jest informacją o zasobach. Może wskazywać pokarm lub miejsce odpowiednie do złożenia jaj.
Niektóre gatunki Bulbophyllum wykorzystują właśnie takie preferencje. Ich kwiaty potrafią wydzielać ostre, serowe, fekalne albo padlinne wonie i łączyć je z ciemną barwą, ruchomymi elementami warżki oraz powierzchnią przypominającą rozkładającą się tkankę.
Nie oznacza to, że cały ogromny rodzaj Bulbophyllum pachnie jak zawartość lodówki odnalezionej po trzymiesięcznej awarii prądu. Różnorodność jego zapachów jest wielka, podobnie jak różnorodność związanych z nimi muchówek. U wielu gatunków nadal nie znamy dokładnego zapylacza ani pełnego znaczenia poszczególnych składników woni.
Najbardziej widowiskowe przypadki pokazują jednak, że w biologii zapylania „przyjemny zapach” jest pojęciem całkowicie zależnym od nosa.
Kwiat nie ma pachnieć ładnie. Ma pachnieć skutecznie.
Dlaczego wiele współczesnych falenopsisów nie pachnie?
Wiele gatunków falenopsisów wytwarza wyraźne wonie, tymczasem ogromna część popularnych mieszańców handlowych nie pachnie wcale albo pachnie bardzo słabo.
Selekcja przez wiele pokoleń koncentrowała się przede wszystkim na wielkości, liczbie, trwałości i ubarwieniu kwiatów. Jeżeli zapach nie należał do cech wybieranych świadomie, mógł zanikać w kolejnych pokoleniach lub zostać utracony wraz z określonymi kombinacjami genów.
Wytworzenie woni nie zależy bowiem od jednego „genu zapachu”, który można przełączyć jak lampkę. Potrzebne są sprawne szlaki biosyntezy, odpowiednia regulacja, aktywność enzymów, rozwój właściwych tkanek i harmonogram emisji. Potomstwo może odziedziczyć część aparatury, lecz nie cały działający system.
Dlatego skrzyżowanie pachnącego gatunku z bezwonnym mieszańcem nie gwarantuje, że wszystkie siewki będą pachniały. Jedne mogą nie wytwarzać ważnego składnika, inne produkować go w śladowej ilości, a jeszcze inne stworzyć bukiet odmienny od woni pachnącego rodzica.
Zapach jest cechą złożoną. Jak zwykle natura odmawia współpracy z katalogiem, w którym chcielibyśmy zaznaczyć kratkę: „kwiat duży, trwały, niebieski, kwitnący przez pół roku i pachnący na życzenie”.
Można oczywiście nad tym pracować. Trzeba tylko pamiętać, że ewolucja nie prowadzi sklepu internetowego, a przycisk „dodaj wszystkie cechy do koszyka” pozostaje nieaktywny.
Zapach, którego możemy nie zauważyć
Brak woni wyczuwalnej przez człowieka nie zawsze oznacza całkowity brak emisji związków lotnych. Kwiat może wytwarzać substancje obecne w ilościach poniżej naszego progu detekcji albo takie, na które ludzki węch reaguje słabo.
Możemy również nie trafić na właściwą porę. Storczyk pachnący rano może wydawać się bezwonny wieczorem. Inny zaczyna wyraźnie pachnieć dopiero kilka dni po otwarciu kwiatu. Intensywność emisji mogą zmieniać światło, temperatura, wiek kwiatu i warunki uprawy.
Nie należy jednak każdego braku zapachu tłumaczyć tajemniczą wonią dostępną wyłącznie owadom. Niektóre mieszańce rzeczywiście produkują bardzo mało związków zapachowych lub nie emitują ich w zauważalny sposób.
Czasem kwiat milczy. Czasem przemawia w języku, którego nie słyszymy.
Niewidzialna wiadomość
Zapach storczyka nie jest ozdobą dodaną do kwiatu po to, by uprzyjemnić człowiekowi poranek. Jest narzędziem komunikacji, drogowskazem, reklamą, zaproszeniem, obietnicą albo starannie przygotowanym oszustwem.
Może informować o prawdziwej nagrodzie. Może udawać zapach pokarmu, padliny lub miejsca składania jaj. Może stać się składnikiem perfum gromadzonych przez samca pszczoły. Może również naśladować sygnał płciowy samicy tak przekonująco, że owad podejmie próbę kopulacji z kwiatem i odleci z pyłkowinami przyklejonymi do ciała.
W żadnym z tych przypadków roślina nie planuje, nie pragnie i nie oszukuje świadomie. Nie ma intencji ani wyobrażenia o owadzie, którego przyciąga. Każda skuteczna mieszanina jest wynikiem niezliczonych pokoleń doboru naturalnego. Rośliny, których zapach lepiej trafiał w zmysły właściwego odbiorcy, częściej przekazywały swoje geny. Z czasem chemiczna wiadomość stawała się coraz bardziej precyzyjna.
A jednak trudno całkowicie uwolnić się od języka uwodzenia.
W tropikalnym powietrzu rzeczywiście płynie wezwanie. Gdzieś między drzewami owad odbiera kilka cząsteczek, zmienia kierunek lotu i podąża za zapachem ku kwiatu, którego jeszcze nie widzi.
Jest przekonany, że czeka na niego pokarm, cenny składnik perfum albo upragniona samica.
Czeka storczyk.
Piękny, nieruchomy i doskonale przygotowany na spotkanie.
Nie pobiegnie za swoim wybrańcem, nie zatrzepocze skrzydłami i nie wyda żadnego dźwięku. Wystarczy mu mieszanina cząsteczek wysłana w powietrze, architektura kwiatu oraz kilka milionów lat doświadczenia w wykorzystywaniu cudzych pragnień.
Kwiat nie pachnie bowiem dlatego, że chce być podziwiany.
Pachnie, ponieważ gdzieś w lesie istnieje stworzenie, dla którego ta konkretna woń oznacza pokarm, partnerkę, miejsce narodzin albo obietnicę, której storczyk wcale nie zamierza spełnić.
I właśnie dlatego słodki zapach storczyka bywa zapachem pożądania.
Literatura
- Chuang Y.C., Lee M.C., Chang Y.L., Chen W.H., Chen H.H. (2017), Diurnal Regulation of the Floral Scent Emission by Light and Circadian Rhythm in the Phalaenopsis Orchids, „Botanical Studies”, 58, 50.
- Chuang Y.C., Hung Y.C., Tsai W.C., Chen W.H., Chen H.H. (2018), PbbHLH4 Regulates Floral Monoterpene Biosynthesis in Phalaenopsis Orchids, „Journal of Experimental Botany”, 69(18), 4363–4377.
- Huang H., Kuo Y.W., Chuang Y.C., Yang Y.P., Huang L.M., Jeng M.F., Chen W.H., Chen H.H. (2021), Terpene Synthase-b and Terpene Synthase-e/f Genes Produce Monoterpenes for Phalaenopsis bellina Floral Scent, „Frontiers in Plant Science”, 12, 700958.
- Schiestl F.P., Ayasse M., Paulus H.F., Erdmann D., Francke W. (1997), Variation of Floral Scent Emission and Postpollination Changes in Individual Flowers of Ophrys sphegodes subsp. sphegodes, „Journal of Chemical Ecology”, 23, 2881–2895.
- Schiestl F.P., Ayasse M., Paulus H.F., Löfstedt C., Hansson B.S., Ibarra F., Francke W. (2000), Sex Pheromone Mimicry in the Early Spider Orchid (Ophrys sphegodes): Patterns of Hydrocarbons as the Key Mechanism for Pollination by Sexual Deception, „Journal of Comparative Physiology A”, 186(6), 567–574.
- Russo A., Alessandrini M., El Baidouri M. i wsp. (2024), Genome of the Early Spider-Orchid Ophrys sphegodes Provides Insights into Sexual Deception and Pollinator Adaptation, „Nature Communications”, 15, 6308.
- Williams N.H., Whitten W.M. (1983), Orchid Floral Fragrances and Male Euglossine Bees: Methods and Advances in the Last Sesquidecade, „The Biological Bulletin”, 164(3), 355–395.
- Eltz T., Zimmermann Y., Haftmann J., Twele R., Francke W., Quezada-Euan J.J.G., Lunau K. (2007), Enfleurage, Lipid Recycling and the Origin of Perfume Collection in Orchid Bees, „Proceedings of the Royal Society B”, 274, 2843–2848.
- Brand P., Hinojosa-Díaz I.A., Ayala R., Daigle M., Yurrita Obiols C.L., Eltz T., Ramírez S.R. (2020), The Evolution of Sexual Signaling Is Linked to Odorant Receptor Tuning in Perfume-Collecting Orchid Bees, „Nature Communications”, 11, 244.
- Ramya M., Jang S., An H.R., Lee S.Y., Park P.M., Park P.H. (2020), Volatile Organic Compounds from Orchids: From Synthesis and Function to Gene Regulation, „International Journal of Molecular Sciences”, 21(3), 1160.
© Marzenna Kielan, phalaenopsis.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

