Mity, półprawdy i prawdy. Piwo

dnia

Na stronach poświęconych piwu można przeczytać całkiem imponujące wyliczenia tego, co mieści się w kuflu oprócz wody, alkoholu i tego, co sprawia, że po pierwszym łyku człowiek zaczyna podejrzewać, iż dzień jednak nie był aż tak zły. Piwo rzeczywiście zawiera niewielkie ilości witamin z grupy B, między innymi tiaminy, ryboflawiny, niacyny, witaminy B6 i folianów, a także związki mineralne, aminokwasy i polifenole. Brzmi zdrowo. Prawie jak koktajl warzywny, tylko znacznie weselszy.

Lubicie piwo? Nie jest moim ulubionym trunkiem, ale zdarza mi się mieć ochotę na niewielki kufelek dobrze schłodzonego. Pozostaje jednak pytanie znacznie ważniejsze z punktu widzenia tej strony: co piwo ma wspólnego ze storczykami?

Otóż ma. I to zaskakująco dużo, przynajmniej w internetowym folklorze ogrodniczym. Od lat można natrafić na rady, według których niewielka ilość piwa dodana do wody ma pobudzać storczyki do wzrostu, wzmacniać je, poprawiać kondycję liści, a przede wszystkim – czynić cuda z korzeniami.

Korzenie po piwie? Zanim zaczniemy stawiać kufle obok doniczek, zobaczmy, skąd właściwie wzięła się ta historia.

Wszystko zaczęło się od korzeni. Ale nie storczyków

Musimy cofnąć się do lat trzydziestych XX wieku i zajrzeć do laboratorium California Institute of Technology. James Bonner, młody fizjolog roślin, badał wzrost izolowanych fragmentów korzeni grochu hodowanych w pożywkach laboratoryjnych.

I właśnie tu wydarzyło się coś naprawdę ciekawego.

W 1937 roku Bonner wykazał, że tiamina, czyli witamina B1, była niezbędnym składnikiem umożliwiającym prawidłowy wzrost izolowanych merystemów korzeni grochu. Podobne badania prowadzono także na korzeniach pomidora. W sztucznej kulturze pozbawiony reszty rośliny korzeń potrzebował więc dostarczenia z zewnątrz substancji, którą normalnie otrzymywałby od rośliny.

To było ważne odkrycie.

Problem zaczął się chwilę później, kiedy z bardzo konkretnego doświadczenia wyciągnięto znacznie bardziej efektowny wniosek:

skoro witamina B1 pomaga korzeniowi rosnącemu samotnie na laboratoryjnej pożywce, to może dolana do całej rośliny sprawi, że jej korzenie zaczną rosnąć jak szalone?

I oto na peron wtoczyła się lokomotywa mitu. Jeszcze powoli. Ale za moment miała nabrać rozpędu.

Pięciocalowe róże i żonkile jak talerze

W grudniu 1939 roku amerykański magazyn Better Homes & Gardens postanowił przekazać odkrycie światu w formie zdecydowanie bardziej atrakcyjnej niż tabela wyników doświadczenia.

Czytelnicy dowiedzieli się o roślinach, które po zastosowaniu tiaminy miały osiągać niezwykłe rozmiary. W późniejszych opracowaniach opisujących tę historię pojawiają się pięciocalowe pąki róż, żonkile większe od talerza sałatkowego i lwie paszcze dorastające do sześciu stóp wysokości.

Trzeba przyznać – trudno konkurować z żonkilem wielkości talerza.

Ogrodniczy świat oszalał na punkcie witaminy B1. Zaczęto szukać preparatów, które można byłoby podawać roślinom. Producenci dostrzegli szansę. Powstawały mieszanki zawierające tiaminę, często wraz z regulatorami wzrostu, między innymi auksynami. A kiedy rośliny rzeczywiście zaczynały lepiej się ukorzeniać, niezwykle łatwo było przypisać zasługę witaminie widniejącej na etykiecie.

Tyle że w tych preparatach znajdowały się także związki, o których wiemy, że rzeczywiście mogą wpływać na tworzenie korzeni – między innymi IBA, czyli kwas indolilomasłowy, oraz NAA, kwas naftylooctowy. Współczesne opracowania ogrodnicze bardzo wyraźnie oddzielają działanie tych regulatorów wzrostu od działania samej tiaminy.

A witamina B1 została z legendą.

Od laboratoryjnego korzenia do ogrodniczego mitu. Badania Jamesa Bonnera z lat 30. XX wieku dotyczyły izolowanych fragmentów korzeni hodowanych na pożywkach – nie podlewania całych roślin witaminą B1. Ilustracja autorska AI.

Tylko że Bonner zaczął mieć wątpliwości

Najpiękniejsze w tej historii jest to, że sam James Bonner nie trwał uparcie przy pierwszej interpretacji swoich wyników.

Kiedy rozpoczęto badania na całych roślinach, efekty przestały być tak spektakularne. W niektórych doświadczeniach występowały, w innych nie. Większość roślin nie reagowała na dodatkową tiaminę w sposób, który uzasadniałby jej stosowanie w normalnej praktyce ogrodniczej.

Już na początku lat czterdziestych Bonner doszedł do wniosku, że dodawanie witaminy B1 do normalnie rosnących roślin nie ma istotnego i użytecznego znaczenia w ogrodnictwie ani rolnictwie. Inni badacze również otrzymywali wyniki negatywne: nie udało się uzyskać większych kwiatów róż, poprawić wzrostu niektórych roślin ozdobnych ani konsekwentnie poprawić ukorzeniania samą tiaminą.

Nauka zrobiła więc dokładnie to, co powinna zrobić: powtórzyła doświadczenia, rozszerzyła je i poprawiła wcześniejsze wnioski.

Mit tymczasem miał już własne życie.

I ma je do dzisiaj.

Ale przecież roślina potrzebuje witaminy B1!

Oczywiście, że potrzebuje.

Tiamina nie jest żadnym wymysłem marketingowców. Jest niezwykle ważnym związkiem uczestniczącym w podstawowych procesach metabolicznych rośliny. Jej aktywna postać – pirofosforan tiaminy, TPP – działa jako kofaktor enzymów uczestniczących między innymi w metabolizmie węglowodanów.

Tyle że roślina ma nad nami pewną przewagę.

Potrafi zrobić sobie witaminę B1 sama.

Dziś znamy ten proces w szczegółach. Pierwsze etapy syntezy tiaminy zachodzą w plastydach, w tym chloroplastach. Biorą w nich udział między innymi enzymy THIC i THI1, odpowiedzialne za powstawanie dwóch części cząsteczki witaminy B1. Kolejne etapy przebiegają również w cytozolu i mitochondriach. To nie jest domysł z czasów Bonnera – szlak biosyntezy tiaminy w roślinach został opisany na poziomie genów, enzymów i poszczególnych przedziałów komórkowych.

I właśnie tu znajduje się rozwiązanie starej zagadki.

Odcięty kawałek korzenia na laboratoryjnej pożywce nie jest tym samym co kompletna, zdrowa roślina.

To trochę tak, jakby na podstawie obserwacji człowieka zamkniętego w pustym pokoju bez jedzenia dojść do wniosku, że kanapki są znakomitym stymulatorem wzrostu Homo sapiens.

Kanapka rzeczywiście bardzo mu się przyda.

Nie znaczy to jednak, że każdy człowiek powinien dostać dodatkową kanapkę co piętnaście minut.

Chwileczkę. Czyli dodatkowa B1 absolutnie nigdy na roślinę nie działa?

I tutaj musimy być uczciwi, bo nauka nie przepada za słowami „zawsze” i „nigdy”.

Współczesne badania pokazują, że podawana z zewnątrz tiamina może być pobierana przez rośliny i w określonych sytuacjach może wpływać na ich fizjologię. Potrafi na przykład uratować rośliny z mutacjami uniemożliwiającymi prawidłową syntezę B1. Istnieją również badania wskazujące, że egzogenna tiamina może uczestniczyć w odpowiedziach roślin na niektóre stresy oraz w uruchamianiu mechanizmów obronnych.

To jednak zupełnie nie to samo co twierdzenie:

„Podlewaj zdrowego Phalaenopsis witaminą B1, a wyprodukuje więcej korzeni”.

Dla takiej praktyki nie ma przekonujących dowodów. Washington State University nadal wymienia stosowanie samej witaminy B1 jako rutynowego „stymulatora korzeni” wśród mitów ogrodniczych.

A my przecież mieliśmy rozmawiać o piwie.

No więc nalejmy storczykowi piwa

Skoro piwo zawiera witaminy z grupy B, pomysł wydaje się na pierwszy rzut oka logiczny.

B1 jest potrzebna roślinie.

Piwo ma B1.

Storczyk potrzebuje B1.

Zatem storczyk potrzebuje piwa.

I właśnie tak rodzi się spora część domowych porad ogrodniczych: dwa prawdziwe zdania oraz trzecie, które wcale z nich nie wynika.

W piwie rzeczywiście znajdują się śladowe lub niewielkie ilości kilku witamin z grupy B, związków mineralnych, aminokwasów, polifenoli i innych substancji pochodzących ze słodu, drożdży oraz chmielu.

Ale znajduje się tam również coś jeszcze.

Alkohol.

I tutaj robi się zdecydowanie mniej romantycznie.

Etanol nie jest dla roślin obojętną wodą z procentami. Jego działanie zależy od gatunku, stężenia i sposobu zastosowania, ale doświadczenia na roślinach ozdobnych pokazują, że wraz ze wzrostem stężenia może ograniczać wzrost, skracać korzenie, a przy większych dawkach powodować uszkodzenia. W doświadczeniach na Campanula portenschlagiana wzrastające stężenie etanolu ograniczało między innymi długość korzeni, a wyższe dawki powodowały uszkodzenia tkanek. U siewek daglezji nawet długotrwałe podlewanie roztworem zawierającym 1% etanolu powodowało pogorszenie kondycji roślin.

Nie są to badania na Phalaenopsis i nie będę udawać, że są. Pokazują jednak coś wystarczająco ważnego: alkohol nie jest biologicznie obojętnym dodatkiem do wody.

A korzenie epifitycznych storczyków są narządem bardzo wyspecjalizowanym. Pokrywa je welamen – porowata, gąbczasta warstwa przystosowana do szybkiego wychwytywania wody i rozpuszczonych w niej składników. W prawidłowej uprawie potrzebują również dostępu powietrza i okresowego przesychania.

Nie widzę najmniejszego powodu, aby zamiast roztworu o znanym składzie dostarczać im przypadkową mieszaninę alkoholu, resztkowych cukrów, związków organicznych i niewielkiej ilości witamin, których zdrowa roślina nie potrzebuje od nas w tej formie.

Zwłaszcza że nikt nie przedstawił przekonujących badań pokazujących, że podlewanie storczyków piwem poprawia ich wzrost, ukorzenienie czy kwitnienie.

A co z minerałami w piwie?

Są.

Ale tutaj wracamy do starej zasady: obecność składnika odżywczego w czymś nie czyni jeszcze z tego czegoś dobrego nawozu.

Banany zawierają potas. Mleko zawiera wapń. Piwo zawiera pewne ilości potasu, magnezu i innych składników.

Z tego nie wynika, że powinniśmy robić w doniczce śniadanie.

Dobry nawóz dla storczyków ma znany skład, znane stężenie i pozwala kontrolować ilość dostarczanych jonów. Piwo zostało opracowane z zupełnie innym przeznaczeniem i jego podstawową zaletą jest zdecydowanie to, że smakuje lepiej człowiekowi niż korzeniom Phalaenopsis.

Skąd więc bierze się tyle opowieści o spektakularnych efektach?

To najciekawsza część wszystkich domowych metod.

Ktoś podlewa storczyka piwem. Po dwóch tygodniach pojawia się nowy korzeń.

Piwo zadziałało!

Tyle że nie wiemy, czy bez piwa ten sam korzeń nie pojawiłby się dokładnie tego samego dnia.

Rośliny rosną. Wypuszczają korzenie. Rozwijają liście. Rozpoczynają kwitnienie. Jeśli jednocześnie zastosujemy jakiś niezwykły zabieg, nasz mózg bardzo chętnie połączy oba wydarzenia w związek przyczynowy.

Dlatego właśnie istnieją doświadczenia z grupą kontrolną.

Jeden storczyk po piwie może być ciekawą historią.

Sto podobnych storczyków losowo podzielonych na grupy, traktowanych identycznie poza jednym kontrolowanym czynnikiem, a następnie ocenianych według ustalonych kryteriów – to zaczyna być dowód.

A dowodów na cudowne działanie piwa na Phalaenopsis po prostu nie mamy.

Czas na werdykt

Czy witamina B1 jest potrzebna storczykom?

Tak. Bardzo.

Czy Phalaenopsis potrafi uczestniczyć we własnej gospodarce tiaminą, tak jak inne rośliny?

Tak.

Czy zewnętrznie podawana tiamina może w określonych warunkach wywołać reakcję fizjologiczną rośliny?

Tak. I właśnie dlatego nie powinniśmy upraszczać tej historii do zdania, że „B1 na rośliny nie działa”.

Czy istnieją dobre dowody, że zdrowemu storczykowi trzeba dostarczać witaminę B1 po to, aby lepiej wytwarzał korzenie?

Nie.

Czy piwo jest rozsądnym sposobem nawożenia Phalaenopsis?

Nie znalazłam na to żadnego przekonującego naukowego uzasadnienia.

Za to zawiera alkohol, ma skład opracowany z myślą o naszych kubkach smakowych, a nie o welamenie korzeni storczyka, i dostarcza substancji w ilościach, nad którymi nie mamy sensownej kontroli.

Dlatego moja rekomendacja po latach pozostaje właściwie taka sama jak kiedyś, tylko dziś mogę ją sformułować precyzyjniej.

Storczykowi dajmy wodę, światło, powietrze wokół korzeni i dobrze dobrany nawóz.

Piwo zostawmy sobie.

W końcu ktoś z całego tego eksperymentu powinien mieć przyjemność.

Warto przeczytać

Linda Chalker-Scott, Washington State University – The Myth of Vitamin Stimulants.

Materiały University of California dotyczące historii mitu witaminy B1 i badań Jamesa Bonnera.

Przeglądy współczesnej wiedzy o biosyntezie i roli tiaminy w roślinach.

Badania dotyczące biosyntezy witaminy B1 i lokalizacji enzymów tego szlaku w komórkach roślinnych.

American Orchid Society – materiały o budowie i funkcjonowaniu korzeni storczyków epifitycznych.